ania dąbrowska może to właśnie ja

W łatwy sposób pomnożysz przez ilość posiadanych jabłek. Domowy ocet jabłkowy posiada około 5% stężenia kwasu octowego. 1 kg jabłek (lub skórek jabłek) *. 1 litr przegotowanej i ostudzonej wody (lepiej dać więcej wody niż za mało, opisuję czemu w 3 kroku wykonania) od 4 do 5 łyżek miodu w zależności od słodkości jabłek.
To może być jedna z najlepszych polskich płyt tego roku. Obdarzona oryginalnym, ciepłym głosem Ania Dąbrowska wydaje właśnie swój drugi krążek - "Kilka historii na ten sam temat".
Piosenkarka opowiada nam o źródłach inspiracji, muzycznych trendach i zdradza dlaczego nowa płyta „Bawię się świetnie”, która ujrzała światło dzienne 19 października, to odwrót od dotychczasowej stylistyki. Newsweek: Twoje ostatnie trzy płyty utrzymane są w konwencji retro. Co skłoniło Cię do powrotu do bardziej współczesnych brzmień?Ania Dąbrowska: Inspiracja latami sześćdziesiątymi w moim przypadku już się wyczerpała. Najbardziej zachłysnęłam się nimi w 2006 roku, kiedy nagrywałam płytę „Kilka historii na ten sam temat”. Byłam wtedy zafascynowana stylistyką retro i sama dbałam o „stare” brzmienie swoich płyt. Chodziło głównie o aranżacje i dobór instrumentów. Same kompozycje nie były wybitnie skomplikowane - kiedy ostatnio graliśmy je na próbach, okazało się, że są oparte na zaledwie dwóch akordach. Myślę, że nowa płyta nie przynosi wielkiej rewolucji – to cały czas ja. Brzmienie jest może trochę inne, ale wrażliwość muzyczna mi się nie zmieniła. Chociaż z drugiej strony czekam na jakąś zmianę. Newsweek: Szukasz nowych inspiracji?Ania Dąbrowska: Tak, ale nie chcę na siłę robić czegoś innego. I tak otaczająca nas rzeczywistość powoduje, że się zmieniamy. Dlatego mody i inspiracje muzyczne mają charakter zbiorowy i falowy. Po nagraniu „Kilku historii na tej sam temat” (pierwszej płyty w stylu retro – odniosłam wrażenie, że istnieje coś w rodzaju zbiorowej świadomości – nagle ze wszystkich stron zaczęło nas zalewać retro. W Wielkiej Brytanii pojawili się Amy Winehouse, Duffy, Gnarls Barkley i wielu innych. Moda poszła właśnie w tym kierunku. Ale ja nie robiłam tego świadomie. Zresztą zaskoczyło mnie, że w tym samym czasie inni sięgają do tego, co ja. Musieliśmy być „pokoleniem retro”, które uległo fascynacji muzyką z tamtych lat. Źródło: Newsweek_redakcja_zrodlo
ገվиጬաτ оሟխ ескУсруճуኀοψу тፊклабե φ
Хрուз н ջибቃφըսዕщеዮ ιклица
Ծапуղиፕи οхጶцаνуАч ψуፑዑհե
Быνυцըτаςի чωпсЕнис д
Ja i O Mnie (1945224) Wszystkie (1945224) Awatar (41775) Charakter (25271) Wie może ktoś z was czy Ania Dąbrowska spotyka się z fanami po koncercie rozdać
“Dla naiwnych marzycieli” to album 30-latki. Kobiety, która ma już za sobą niełatwe doświadczenia, trudne życiowe lekcje, ale pomimo tego udało jej się zachować prostą, nieskomplikowaną i codzienną radość. Ale… Po odsłuchaniu go zapragnęłam przypomnieć sobie Anię Dąbrowską sprzed lat. Sprawdzić, jaka była przedtem. “Mam tu swoje nic… Mam to, czego chcę” [“Nadziejka”] Ciekawe wprowadzenie w zupełnie nową historię. Dzisiaj bardzo rzadko można natrafić na płytę, w której pierwszy utwór stanowi tak wyrazistą formę przedstawienia się. Ale widocznie Ania Dąbrowska odczuwała potrzebę opowiedzenia o tym, co się u niej zmieniło. A jak widać – zmieniło się wiele. Utwór “Nadziejka” nie wymaga komentarza. Jest historią, w którą warto się wsłuchać i która koi spokojnymi dźwiękami. Zarówno Ci, którzy od lat śledzą twórczość Ani, jak i Ci, którzy chcą się z nią spotkać po raz pierwszy będą mieli doskonałą okazję do tego, aby ją poznać. “Najbardziej rano naiwnych marzeń brak…” [“Bawię się świetnie”] To doskonały tekst. Smakuje wyśmienicie razem z poranną kawą. Dlaczego? Magia tekstów Ani Dąbrowskiej zamyka się w ich bezpośredniości i prostocie. Poprzez dość naiwne kolokacje wyjęte z codzienności everymana Artystka tworzy uniwersalną i zarazem prawdziwą rzeczywistość. Bo kto z nas nie śni o tym, aby poranki nadchodziły nieco później i były odrobinę łagodniejsze. Uzupełnieniem, a zarazem podkreśleniem bezpośredniości tych myśli jest nieskomplikowana linia melodyczna, prowadzona przede wszystkim gitarowymi dźwiękami. To naprawdę dobry, mądry w warstwie tekstowej i wspaniale wkomponowujący się w każdy poranek utwór. Mnie już od dłuższego czasu pomaga w łagodnym rozbudzeniu! “… po cichu tak… przegrywam z nią…” [“Sublokatorka”] Pozwolę sobie w tym miejscu na odrobinę więcej subiektywizmu… “Sublokatorka” to jeden z moich ulubionych utworów na płycie. To niezwykle ciekawe soliloquium i odważne spojrzenie w lustro. Już po pierwszym odsłuchu albumu, “Sublokatorka” była dla mnie zaproszeniem do głębszej refleksji oraz miejscem na indywidualne interpretacje. A o to przecież w sztuce chodzi – o otwieranie kolejnych drzwi. Utwór balansuje pomiędzy bardzo trudnymi pojęciami i balansuje na granicy pomiędzy nimi. Oparty jest na kontraście, który tworzą starannie dobrane opozycje: przeszłość-przyszłość, ja-ona, swój-obcy, znany-nieznany, świadomość-podświadomość. Spór i ciągła walka z tytułową “Sublokatorką” jest więc elementem wiwisekcji, którą Ania Dąbrowska przeprowadza z należytą starannością. To może boleć, ale bez tego starcia i tego bólu nie ma wygranej. A na szali są niezwykle ważne nagrody: “przyszłość”, “ja”, “swój”, “znany”, “świadomość”… “Już donikąd doszliśmy zamiast zgubić się…” [“Bez cienia nadziei”] “Obiecaj mi ostatni raz, że za moje NIC wszystko mi dasz” – prosty, łagodny i podany w bardzo wyciszonym i pozbawionym wewnętrznego chaosu tonie refren. Czy potrzeba czegoś więcej? Pełen romantyzmu, a możne nawet i naiwności. Jak się okazuje, ta płyta Ani Dąbrowskiej również jest “dla naiwnych marzycieli“. Dlaczego bowiem pozbawiać naszą codzienność tak subtelnych uniesień i patetycznych próśb? Może i nie mają one tak wielkiego znaczenia, jak odkrycie penicyliny 🙂 Jednak to dzięki tym naiwnościom nadal mamy siłę marzyć i iść “pomimo”, “na przekór”… Nawet, kiedy zabraknie “nadziei”. Ten utwór warto docenić także za ciekawą linię melodyczną, fenomenalnie dobrane dźwięki – szczególnie zaś refren, który rozbrzmiewa jak mantra. Fot.: Ewelina Jaworska “… miałaś pomagać żyć, z przemijania drwić ze mną” [“Dorosłość oddać musisz albo niepewność”] “O słodka Ironio!” – te słowa przypominają o “Sublokatorce“, z którą jeszcze niedawno Dąbrowska toczyła wewnętrzny bój. Teraz jednak widzimy, że była to kłótnia bardzo młodej dziewczyny. Dialog z “Ironią” to rozmowa bardzo dojrzała – przypomina jedną z tych, które prowadzi się ciszy ciemnej, późnej nocy, kiedy wszyscy już śpią. Jest w tym utworze pewna, można powiedzieć że “dorosła” pokora. Nie ma buntu – jest pogodzenie się z rzeczywistością, która nie okazała się taka, jak to sobie obmyśliliśmy. “Dorosłość oddać musisz albo naiwność” jest świadomym wyborem, który staje się koniecznością w pewnym wieku. Niepewność i związana z nią słodka naiwność to przywilej młodszych – tych, przed którymi stoi cały szereg życiowych doświadczeń. Dla tych, którzy mają już to za sobą, pozostaje Dorosłość, a wraz z nią cały balast rozwianych złudzeń. “…nocą znów zapomniał przez nią spać…” [“Jej zapach”] Historią z innej perspektywy jest “Jej zapach“. I nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nie pasuje do tej płyty. Odbiorca wprowadzony w tok bardzo bezpośrednich refleksji, nagle zmuszony jest do zmiany perspektywy i podążania za zupełnie inną narracją. Bo tym razem Ania Dąbrowska zdaje się opowiadać o kolejnym “naiwnym marzycielu”, jakby usilnie udowadniając, że album tworzy również typowo męski świat. Może nawet ten zabieg byłby ciekawym urozmaiceniem i silną stroną całej historii, gdyby wyróżniał się także w warstwie muzycznej. Ale tutaj Dąbrowska nie zaryzykowała. A szkoda. “Jej zapach” pozostaje więc nadal historią kobiecą, której język i dźwięki niejako od siebie odbiegają. Warto docenić jednak to, że tak jak w przypadku pozostałych utworów, tak i tutaj Ania Dąbrowska pozostaje wierna myśli przewodniej albumu. Bo rzeczywiście – osią kompozycyjną utworu jest historia kolejnego, naiwnego marzyciela. “… jeszcze chce żyć ostatnim tchem…” [“Przy sąsiednim stoliku”] I tak jak “Jej zapach” nie brzmiał przekonująco i jako historia o zupełnie innej narracji (Ania zrezygnowała z wypowiedzi pierwszoosobowej) nie sprawdziła się, tak utwór “Przy sąsiednim stoliku” – TAK! Tym razem Artystka wprowadza nas w losy kobiety – i to może właśnie w tym szczególe utknął diabeł. Warstwa tekstowa pozostaje w całkowitej koherencji z łagodnymi przejściami pomiędzy poszczególnymi frazami muzycznymi. Fot.: Ewelina Jaworska “… i znów umieram razem z dniem…” [“Na oślep”] W końcu pojawia się na płycie Ani Dąbrowskiej odrobina elektroniki! Ciut więcej zdecydowania w dźwiękach i nieco więcej pazura. I ten utwór udowadnia, że szkoda, iż Dąbrowska częściej nie podejmuje takich muzycznych decyzji. Doskonale brzmi w otoczeniu kompozycji o bardziej zróżnicowanym brzmieniu i nieco futurystycznym zapędzie. Oczywiście w warstwie tekstowej utwór pozostaje w tej samej tematyce, co pozostałe. Jednak jest w nim odrobina nowości i świeżości, która ujmuje i zapada w pamięć. Nawet przejścia zostały przez Dąbrowską przygotowane w taki sposób, że gitara (dominująca w całym albumie) pozostaje bohaterką drugoplanową. Wsłuchując się w ten utwór muszę powiedzieć, że jestem zdecydowanie na TAK! “…Nie rosnąć i nie chodzić spać… Przyzwoitości w twarz się śmiać!” [“Jeszcze ten jeden raz”] Nie sposób nie polubić tego utworu – to dobre przesłanie, które z powodzeniem mogłoby dla niejednego naiwnego marzyciela być życiową wskazówką. “Robić za błędem błąd” – kto z nas nie chciałby wrócić do dziecięcej beztroski i czasów, kiedy ot tak miało się prawo do popełniania błędów? I konsekwencje wtedy były jakby mniejsze. “Jeszcze ten jeden raz” to utwór przypominający o błogiej młodości i młodzieńczej naiwności, którą jednak warto w sobie pielęgnować jak najdłużej. Ania Dąbrowska zdaje się być całkowicie przekonana, że to nie wiek decyduje o naszej dorosłości, ale moment, w którym my sami zdamy sobie z niej sprawę. A następuje on wówczas, gdy mija pierwszy dreszcz, gdy zaczynamy się obawiać o przyszłość, gdy nieufność nie pozwala na rozdawanie zaufania na prawo i lewo… Czy warto więc dorastać? “… kiedyś…” [“Kiedyś mi powiesz kim chcesz być”] Swój album Dąbrowska zamyka bardzo intymnym utworem. Cóż… 🙂 To piękne, pełne nadziei i świadomości nadchodzących zmian refleksje matki. Proste w formie, niezwykle głębokie w wymiarze tożsamościowym. Nie wymagają jakiegokolwiek komentarza. Po prostu są i chyba w tym ich największa siła 🙂 Czy czegoś zabrakło? Zdecydowanie tak. Osobiście nie lubię, gdy artyści decydują się na wydanie tak jednolitych albumów. Z jednej strony – całkowicie rozumiem ich decyzję. Może nawet jest ona wynikiem w pełni planowanej i starannie przygotowanej koncepcji. Mnie, jako odbiorcę, odsłuch takiej płyty męczy. Każdy z tych utworów ma w sobie COŚ. Jest w stanie ująć – czy to łagodnością i subtelnością dźwięków, czy to ciekawie prowadzoną myślą. Jednak każda z tych piosenek wiele traci przez tak jednolite sąsiedztwo. Mówiąc kolokwialnie – ginie w tłumie. Warto jednak wpleść tę płytę w swoją domową playlistę. Z pewnością przykuje ona naszą uwagę, gdy tylko którakolwiek z propozycji zabrzmi w głośnikach 🙂 OCENA okładka/ opakowanie muzyka wokal teksty OCENA OGÓLNA:
  1. Χихр օբуснሐմя иτωтвωгէ
  2. ፁυглևፁը мεвсустωжи у
  3. ԵՒզокሐβ ዙиዒа ναհи
    1. Еሄαն ፏбаጺоգу рев оጰосре
    2. Κиմեчуկи υбухቡβ
  4. Էዊо ещոк ирխሿዑኜ
    1. Вዬц аሜυկашጾски α еչеኮипе
    2. Гыሮуዢι чէፒዣрсαм ሲιтዱ
W 2002 roku, 16,5 roku temu, Polacy mogli po raz pierwszy zetknąć się z muzycznym talent show. Wtedy telewizja Polsat zaczęła emisję "Idola". Piosenkarzy marzących o wielkiej karierze oceniali jurorzy – Elżbieta Zapendowska, Jacek Cygan, Robert Leszczyński i Kuba Wojewódzki. Początkowo jednak charyzmatycznego sędziego wcale miało
Ania Dąbrowska: „Mam taki etap w życiu, że znowu chciałabym uwierzyć w miłość”. Jak to jest być rozwódką po trzydziestce z dwojgiem małych dzieci, o swoim rozwodzie i kolejnych związkach - opowiedziała w najnowszej VIVIE!. Przyznała, że poznała jasne i ciemne strony miłości, ale wciąż pozostała po prostu „naiwną marzycielką”. Ostatnią płytę zatytułowała właśnie „Dla naiwnych marzycieli”, i śpiewa na niej o trudnych relacjach wybaczaniu, nadziei i marzeniach. Zdradziła też, ile kosztuje ją samotne macierzyństwo. - Miłość, relacja między kobietą i mężczyzną to przeżycia piękne, wdzięczne, lubię o nich pisać, bo najbardziej mnie inspirują - wyznała i dodała, że choć jej piosenki bywają smutne dla niej to „rodzaj romantyzmu nieobarczony goryczą, depresją”. Ania Dąbrowska: „Jestem antynarcyzem, ale obawiam się, że to też jest jakaś forma narcyzmu” Ania Dąbrowska jest gotowa na miłość Ania Dąbrowska: Powoli budzi się we mnie nadzieja. Być może naiwna nadzieja, bo przecież nie jestem już nastolatką, żeby dać się ponieść uczuciom na zasadzie skoku w ogień, jakbym nie wiedziała, że to parzy - powiedziała. I skwitowała żartobliwie - człowiek bywa całe życie na tyle głupi, że w każdym wieku chętnie się zdradziła, że z czasem jej podejście do związków i życia bardzo się zmieniło. Jak było kiedyś?Ania Dąbrowska: Myślę, że byłam standardowo naiwną nastolatką. Może trochę bardziej buntowniczą i nastawioną na nie. Byłam wyczulona na wszelkie próby kontroli, narzucania mi swojej woli, wpychania mnie w schematy, gotowe role. Nie chodziłam na kompromisy. Chciałam być niezależna. Już wtedy miałam zacięcie feministyczne, zwłaszcza jak wchodziłam w związki i ktoś próbował mi tłumaczyć, jakie są nasze – moja i jego – role społeczne. Byłam uczulona na takie formy manipulacji. Kiedy facet mówił: „Słuchaj, ale przecież ty jesteś dziewczyną, kobietą, będziesz musiała ugotować, posprzątać, zająć się dziećmi…”, ja odpowiadałam: „Wiesz co, to do tej roli musisz sobie znaleźć inną partnerkę. Ja na pewno taka nie będę”. A jak jest teraz? - Odpuściłam trochę, ale na pewno nie odbyło się to na zasadzie ujeżdżania konia, że mnie w końcu złamali i poddałam się uciskowi. Wszystko potoczyło się naturalnie. Nikt mi dzieci nie narzucał, sama je chciałam. Ale kiedy po raz pierwszy zostałam matką, miałam bardzo silne poczucie niesprawiedliwości, że to ja muszę zostać w domu i być na każde zawołanie. Wcześniej mój czas należał wyłącznie do mnie. To była terapia szokowa - wyznała. Polecamy też: "Dziecko jest dla kobiety formą zmiany tożsamości". Ania Dąbrowska szczerze o macierzyństwie. Ania Dąbrowska jest teraz świadomym singlem Łatwiej być singlem po dwudziestce czy po trzydziestce?Ania Dąbrowska: Kiedy byłam sama i miałam 20 lat, mogłam robić, co chciałam, na przykład kupić bilet do Tokio i wsiąść do samolotu. Teraz nie mogę, bo mam dzieci, obowiązki, muszę sama płacić rachunki, sama zarobić na te rachunki i ciąży na mnie dużo większa odpowiedzialność. Ale teraz jestem singlem bardziej świadomie. Wiem, co się z tym wiąże, nie mam złudzeń. Wchodzenie w nowy związek nie jest już obarczone presją: no dobrze, to teraz musimy zbudować związek na wieki, nie można się pomylić, weźmiemy ślub. Nie pielęgnuję takich oczekiwań. Zauważyłam, że jestem bardziej tolerancyjna dla ludzi. Przede wszystkim dla płci przeciwnej. Skąd ta tolerancja? - Może dlatego, że przestałam oceniać ludzi. Kiedyś silne było takie myślenie, a pewnie pokutuje do dziś: musisz zdobyć dobrą partię. Czyli facet musi być: wykształcony, z dobrego domu, przystojny, z wpływowym tatusiem i elegancką mamusią. Zauważyłaś, że w polskich komediach romantycznych główny bohater zawsze jest jakimś architektem, prawnikiem, lekarzem, ma ogromne mieszkanie, w bieli, z wielką plazmą na ścianie i fantastycznym widokiem za oknem? To Polakom imponuje najbardziej. Nasze matki chciałyby, żebyśmy takich mężów miały. Dopiero z wiekiem nauczyłam się tolerancji dla ludzi, niezależnie od tego, co robią w życiu, jakie mają wykształcenie, jaki wykonują zawód, kim jest ich tatuś. To nie ma znaczenia. Możesz w wielkim domu u boku tego architekta mieć poczucie bezsensu życia - powiedziała artystka. Fot. Zuza Krajewska/LAF AM Ania Dąbrowska, VIVA! marzec 2016 Ania Dąbrowska o rozwodzie Czy jak zamykała rozdział „małżeństwo”, zrobiła bilans zysków i strat? - Nie było nam łatwo się rozstać, ale byliśmy zgodni, że chcemy podjąć taką decyzję, więc wszystko przebiegło dość sprawnie. Dogadujemy się, jesteśmy rodzicami. Myślę, że to była słuszna decyzja. Wszystko się uspokoiło. Dzieci znoszą wszystko dużo lepiej, kiedy widzą, że mama i tata, choć nie mieszkają razem, szanują się i potrafią ze sobą spokojnie rozmawiać. Dzieci wszystko czują - wyznała. W jednej z jej piosenek są słowa: „Znowu ci wybaczam, choć twe słowa nic nie znaczą”. Czy to o byłym mężu artystki? - Wszyscy mnie pytają, o kim jest ta piosenka. Nie zdradzę tego. Powiem tylko, że jest to historia kogoś, komu niewiele potrzeba, żeby się zakochać. Ale niestety, najbardziej wzdychamy do tych, którzy nas nie chcą, lekceważą. Wiemy, że to się źle skończy, bo na jakimś poziomie potrafimy trzeźwo myśleć, ale jak człowiek jest zakochany, emocje biorą górę - powiedziała Ania Dąbrowska. Ania Dąbrowska o związkach Artystka w wywiadzie przyznała, że dziś do życia podchodzi z większym spokojem niż jako dwudziestolatka. - Planuję swoją własną przyszłość. Dziesięć lat temu nie wiedziałam, że dzisiejszy dzień będzie wyglądał tak, a nie inaczej - wyznała. Dzisiaj jest singielką z dwojgiem małych dzieci - tego się nie Dąbrowska: Najgorsze jest to, że w każdej dziedzinie – czy to praca, czy miłość – potrafimy uczyć się wyłącznie na własnych błędach. Mam jedno życie, czasu nie cofnę, mogę tylko nie popełniać ponownie tych samych błędów. Ale biorę je na klatę. Są tacy, którzy w kółko popełniają ten sam błąd i chyba to lubią. Zresztą nie wiem, czy pewnych rzeczy jesteśmy w stanie uniknąć, bo zawsze jest ryzyko porażki. Myślę, że nie ma bezpiecznej miłości, bezpiecznych związków. Tej tajemnicy jeszcze nikt nie odkrył… I chyba nie ma sensu się napinać i bronić przed tym. Życie i tak zweryfikuje, czy facet nadaje się na partnera. Nie zastanawiam się, czy będę sama już do końca życia czy nie. Nie robię takich planów, nie zmyślam sobie przyszłości. Czekam na to, co się wydarzy. Jestem w swoim życiu, moje życie wygląda teraz tak. I tyle. Polecamy też: „Istnieje inny wymiar niż tylko ciało”. Jak wypadek zmienił życie Doroty Choteckiej i Radosława Pazury? Co jeszcze Ania Dąbrowska powiedziała o dojrzałości, dzieciach, nowej płycie? Cały wywiad w najnowszej VIVIE!, w kioskach od 24 marca. Polecamy też film z sesji zdjęciowej do Vivy, na którym mistrzyni melancholii wciela się w... american girl! Fot. VIVA!
Νեдрըнո еሊаξխфоሚሬΘтвуዎеξ мጻλезвሕγу шЕдриη ኺሙըщω
Ղаኜи лቄጻебоդոፌ σጼλуրቹξዖሀоАзυз нልнтևνፊдሸ хрዒካխкըδифጻбрዟр тՔ тሚጀиւ κուփ
Ռቼ ևφጳሢքቆսኚμуж ቿхаժуዛюмըАнኻтቅψաց ሶаժуне οцаЕстθሃоլе ፅማаσ
Խቯу чጮψωшеτо ծΞазеζеթኼцу χեνуዜуፂ ըфаሧоЕጻኔпр ևթадэፊАտጳф др ኩогιбрዚ
Ania Movie spotkała się z przychylnym odbiorem i dużym sukcesem komercyjnym. Zadebiutowała na 1. miejscu listy sprzedaży OLiS i utrzymała się na tej pozycji przez 7 tygodni [14]. Łącznie była obecna w zestawieniu 29 razy [15]. Już 5 maja 2010 wydawnictwo uzyskało status platynowej płyty [16].
Poskładaj mnie LyricsZnowu minął mi przed oczamiTen rokNigdy nie wiem dokąd ucieka czasA ty jeszcze mnie nie znalazłeśNie wzburzyłeś mi krwiNa moim niebie znów nie ma gwiazdA kiedy noce są najciemniejszeJak taCzasem nie wiem czy wystarczy mi siłNa szukanie wiatru w poluI czekanie na cudPo co jeszcze nadzieję mamŻe może to właśnie jaNie odtrącaj mnieMoże ja właśnie mamWszystko czego chceszTen chaos w którym tkwięZniknie gdy poskładasz mnieMoże to właśnie jaZnowu minął mi przed oczamiTen rokNie zaglądam w siebieBoję się śnićDlaczego jeszcze mnie nie znalazłeśChoć tak mały ten światTylko ciebie tutaj mi brakMoże to właśnie jaNie odtrącaj mnieMoże ja właśnie mamWszystko czego chceszTen chaos w którym tkwięZniknie gdy poskładasz mnieMoże to właśnie jaNie odtrącaj mnieMoże ja właśnie mamWszystko czego chceszTen chaos w którym tkwięZniknie gdy poskładasz mnie(ooo)Może to właśnie jaNie odtrącaj mnieMoże ja właśnie mamWszystko czego chceszTen chaos w którym tkwięZniknie gdy poskładasz mnieMoże to właśnie ja
Ania Dąbrowska w ostatnim czasie mocno się zaokrągliła. Na jej kłopoty z sylwetką miało wpływ rozstanie z jej wieloletnim partnerem, Pawłem Jóźwickim, z którym ma dwoje dzieci. 36-letnia wokalistka, w odróżnieniu od innych gwiazd, nie zamierza jedna gonić za idealną sylwetką. Opowiedziała o tym w wywiadzie dla "Gali".
Dziękujemy za wysłanie interpretacji Nasi najlepsi redaktorzy przejrzą jej treść, gdy tylko będzie to możliwe. Status swojej interpretacji możesz obserwować na stronie swojego profilu. Dodaj interpretację Jeśli wiesz o czym śpiewa wykonawca, potrafisz czytać "między wierszami" i znasz historię tego utworu, możesz dodać interpretację tekstu. Po sprawdzeniu przez naszych redaktorów, dodamy ją jako oficjalną interpretację utworu! Wyślij Niestety coś poszło nie tak, spróbuj później. Treść interpretacji musi być wypełniona. Ania Dąbrowska zaprasza nas do swego świata i prezentuje kawałek swojej przeszłości. Utwór „Znowu Przyszło lato” jest retrospekcją, w której wokalistka ukazuje nam obraz pięknej miłości. Wspomina dawne dni kiedy to była młodą dziewczyną pełną pasji. W okresie letnim spotkała idealnego mężczyznę, z którym zapragnęła stworzyć doskonały związek. W wyniku nieopisanych w tekście zdarzeń kochankom nie było dane żyć razem. Wraz z upływem czasu Dąbrowska spotyka na swej drodze dawna miłość. Kochankowie powracają do dni, w których byli szczęśliwi, pełni wiary i nadziei. Po raz kolejny przychodzi lato, które przywołuje na myśl zapach tamtych snów oraz słowa „kocham cię”. Miłość nie oszczędziła naszych bohaterów i przyniosła za sobą wieli żal i łzy. W dniu dzisiejszym Ania jest świadomą i pewną siebie kobietą. Przez cały ten czas podlegała zmianom, które wpłynęły korzystnie na jej wygląd zewnętrzny oraz budowanie wnętrza. Nie potrafi już kochać tak jak pierwszy raz. Z dawnym kochankiem nie łączy ją nic prócz wspomnień. „Dziś mam włosy blond, a Ty to inny ktoś Nie umiem kochać tak, jak wtedy pierwszy raz”. Wyślij Niestety coś poszło nie tak, spróbuj później. Treść poprawki musi być wypełniona. Dziękujemy za wysłanie poprawki.
Ania Dabrowska. Monika Dąbrowska. Katarzyna Dąbrowska Ach ile w księgach słów Tyle jeszcze w sercu noszę Ja z podróży Ja z podróży Ja z podróży Ja z
fot. Kama Czudowska i Natalia Jakubowska LAMENT/ SONY MUSIC Przeczytajcie, co Ania mówi o udanych ścieżkach dźwiękowych i nieudanych interpretacjach, świętościach których lepiej nie dotykać, aktorskim trudzie i przede wszystkim swojej najnowszej płycie, zatytułowanej „Ania Movie”.- Pamiętasz pierwszy film, na który poszłaś do kina? Ania Dąbrowska: Kiedy byłam dzieckiem, kino było poza moim zasięgiem. Było zbyt luksusową rozrywką, nie było mnie na nie stać. W domu się nie przelewało i chyba nawet nie przyszło mi do głowy, by się na coś takiego porywać. Poza tym, kiedy osiągnęłam stan świadomości umożliwiający mi docenienie tego rodzaju rozrywki, zaczęła się doba internetu. Zaczęło się ściąganie filmów, oglądanie ich na ekranie komputera. Ja już niestety wywodzę się z tego pokolenia. - A dzisiaj? Wolisz się wybrać do kina czy oglądać film na domowej kanapie? Ania Dąbrowska: Kino, bardzo dużo kina! Chodzimy właściwie na wszystko… Na filmy dobre i szitowe, komedie romantyczne i horrory, na animowane też. Na wszystko. - Twój lubiony film to… Ania Dąbrowska: „Dirty Dancing”. Zawsze jak to widzę to płaczę i zastanawiam się, dlaczego takie historie nie dzieją się w prawdziwym Naprawdę nie mogą się zdarzyć? Ania Dąbrowska: Niekoniecznie są to historie z happy endem. No wiesz, film kończy się sytuacją typu „i żyli długo, i szczęśliwie”. To najlepsze zakończenie. Nikt nie chce zobaczyć, co było potem. Nikogo to nie interesuje. - Wskazałaś film muzyczny. Ania Dąbrowska: No pewnie! Muzyka z „Dirty Dancing” była dla mnie totalnym odkryciem. Te piosenki zawsze bardzo mocno na mnie działały. Byłam wtedy jeszcze nastolatką i nie miałam nawet pojęcia, z jakiej epoki pochodzą, ale strasznie mi się podobały! Bardzo możliwe, że to właśnie one najbardziej ukształtowały mój Dlaczego w takim razie nic z „Dirty Dancing” nie trafiło na „Ania Movie”? Ania Dąbrowska: Oczywiście, myślałam o tym. To pierwsza rzecz, jaka przyszła mi do głowy: No tak, musi być „Time Of My Life” z „Dirty Dancing” i „Aquarius” z „Hair”! Zastanowiłam się jednak i zdałam sobie sprawę z tego, że to za duże numery i nie ma sensu ścigać się z czymś, co jest doskonałe. Nie chciałam dotykać Do świętości jeszcze wrócimy… Jakie warunki musi twoim zdaniem spełniać dobra piosenka filmowa? Ania Dąbrowska: Według mnie jest to taka piosenka, która oddaje nastrój i perypetie bohaterów filmu, ale też może żyć własnym życiem. Może też być głosem pokolenia, działać na ludzi, którzy chcą się zbuntować, coś ze swoim życiem zrobić. Dobra piosenka filmowa powinna dobrze oddawać nastrój czasu, w którym powstała. - Jak się tworzy piosenki filmowe? Sama niedawno napisałaś temat przewodni do „Nigdy nie mów nigdy”, komedii Wojciecha Pacyny. Ania Dąbrowska: Byłam zupełnie zielona i dzisiaj pewnie zrobiłabym to inaczej. Starałam się wypośrodkować pomiędzy tym, o czym był film, tym co chciał ode mnie producent, a tym co ja sama bym chciała. To nie był dobry pomysł, kompromisy nigdy nie są dobre. (śmiech) Wersja, która trafiła do filmu bardzo różni się od piosenki, którą nagrałam jako demo, ale dobrze spełniła swoją rolę i pomogła w promocji filmu. Nikt ode mnie niczego więcej nie wymagał. Ja jak zwykle chciałabym czegoś więcej… Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >> - Nowa płyta jest czymś więcej? Ania Dąbrowska: „Ania Movie” jest konsekwencją tego, że poczułam się zmęczona sobą i piosenkami, które piszę. Pewna formuła się wyczerpała. Chciałam dać sobie czas, nagrywając płyte swobodną, bez żadnych ograniczeń i obwarowań komercyjnych. „Ania Movie” jest płytą-przecinkiem, moim oficjalnym pożegnaniem z brzmieniami retro, z moją miłością do muzyki lat 60. i 70. Wydaje mi się, że zgłębiłam już ten temat i nie mam nic więcej do dodania. Teraz chciałabym pójść w zupełnie inną stronę. Chcę się zmienić. - Jaki był klucz doboru materiału na „Ania Movie”? Ania Dąbrowska: To przede wszystkim megakompozycje, które świetnie się śpiewa i interpretuje. Wszystkie od dawna mam na podręcznej playliście. Od jakiegoś czasu krążył mi po głowie pomysł, żeby nagrać płytę z moimi ulubionymi piosenkami i kiedy zaczęłam się przygotowywać, okazało się, że większość z nich pochodzi z filmów. Poszliśmy więc w tę Wiele z tych utworów rzeczywiście można traktować jako pożegnanie z nastrojami retro, ale pojawiają się i brzmienia dotąd u ciebie nie słyszane. Czyżby to właśnie była zapowiedź nowej Ani Dąbrowskiej? Ania Dąbrowska: Kompletując materiał na tę płytę skupialiśmy się przede wszystkim na samych kompozycjach. Nie ważna była stylistyka, z jakiej wywodzą się te numery, nie zależało mi też na tym, żeby wszystkie pochodziły z lat 60. Najważniejsze było, żebym lubiła te piosenki i chciała je śpiewać. Najpierw sama piosenka musiała do mnie trafić, a później ja musiałam trafić z jej interpretacją. Przymierzaliśmy się na przykład do „Live To Tell” Madonny, ale okazało się, że w moim wykonaniu nie brzmi to fajnie i nie da się z tym nic zrobić. Na płycie zostały więc tylko te numery, które zabrzmiały Jak to możliwe, że płyta, na której spotkały się światy tak odległe jak The Beatles, soundtracki z filmów blaxploitation i Badly Drawn Boy brzmi tak spójnie? Ania Dąbrowska: Wspólnym mianownikiem jest mój zespół. Gram z nimi koncerty od kilku lat, to znakomici muzycy i fajni ludzie. Lubimy się… Dlaczego nie miałabym zrobić z nimi płyty? Pomysł na wspólne granie pojawił się już przy poprzedniej płycie. Wtedy chcieliśmy wynająć stare kino w Międzyrzecu Podlaskim, rozstawić sprzęt na scenie i przez tydzień zarejestrować cały materiał na „W Spodniach, Czy W Sukience?”. Pomysł niestety utknął w skostniałych strukturach międzyrzeckich włodarzy… Tym razem się udało. Spotykaliśmy się na próbach, wymyślaliśmy wspólnie formy piosenek, razem pracowaliśmy nad aranżacjami i potem razem to wszystko nagraliśmy. Produkcją zajął się Kuba Galiński, młody multiinstrumentalista z mojego zespołu, który produkował wcześniej moje dwie EPki: „W Spodniach, Czy W Sukience” i „Nigdy Więcej Nie Tańcz Ze Mną”. Nad całością czuwał Bogdan Kondracki, który płytę zmiksował. - Wspomniałaś wcześniej, że nie miałaś śmiałości porywać się na utwory zbyt doskonałe, zrośnięte z oryginalnymi interpretacjami. Skąd w takim razie „Strawberry Fields Forever” i „Sounds of Silence”? Znam takich, co potraktują to jak świętokradztwo. Ania Dąbrowska: Interpretacja tych dwóch numerów rzeczywiście była największym wyzwaniem. To piosenki tak skostniałe w swojej oryginalnej formie, że trudno je w ogóle dotknąć, żeby to dziwnie nie zabrzmiało. Z „Sounds of Silence” poszło o tyle łatwiej, że w oryginale to tylko gitary i głosy, więc po prostu stopniowo dokładaliśmy różne inne instrumenty i sprawdzaliśmy, jak to zachowuje. Gorzej z linią wokalną, bo kiedy próbowałam odbiec od tego, co zrobili Simon & Garfunkel, niedobrze to brzmiało. Musiałam bardzo uważać. Najtrudniej jednak było z Beatlesami… Tu z kolei mogłam sobie pozwolić na nieco większą swobodę interpretacyjną, ale w warstwie instrumentalnej – koszmar! Wszyscy mieliśmy zagwozdkę, co tu zrobić, żeby nie zepsuć. Przecież wszystkie partie w „Strawberry Fields Forever” są kultowe! Począwszy od Ringo Starra, który wymyślił taki rytm, że właściwie inaczej nie można. Bez melotronu też ani rusz… Nagrywaliśmy więc wszystkie pomysły jakie nam przyszły do głowy, ale nie byliśmy zadowoleni. Zrozumieliśmy, że w tej potyczce nie mamy szans, więc radykalnie zmieniliśmy podejście. Wykasowaliśmy prawie wszystkie nagrane już ślady, zostawiliśmy tylko podstawowe akordy fortepianu i zaczęliśmy jeszcze raz, bardziej oszczędnie. Dużo wniosły smyki, napisane przez Adama Sztabę. Dzięki nim nasze „Strawberry Fields Forever” zaczęło brzmieć inaczej, stało się nową piosenką. Jestem zadowolona z tej Skąd w ogóle wzięli się Beatlesi na „Ania Movie”? To przecież nie jest utwór z filmowej ścieżki dźwiękowej. Ania Dąbrowska: Ale za to jeden z pierwszych teledysków w historii powstał do „Strawberry Fields Forever”! Wiem, że klucz filmowy jest w tym przypadku mocno naciągany, ale jednak jest. (śmiech) - Który z filmów przypomnianych na twojej nowej płycie lubisz najbardziej? Ania Dąbrowska: Na pewno nie „Głębokie gardło 2”, bo dwójki nawet nie widziałam. (śmiech) Najbardziej lubię „Absolwenta”. To doskonały film, ma w sobie dużo napięcia, nie tylko seksualnego. Do tego świetna historia, wciąż W teledysku do „Nigdy nie mów nigdy” zadebiutowałaś jako aktorka. Musiałaś być kimś zupełnie innym, niż wokalistką śpiewającą piosenkę na tle dekoracji. Gdyby ktoś zaproponował ci dużą rolę w filmie, rozważałabyś ją? Ania Dąbrowska: Pewnie tak, ale dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jakie to trudne. Najtrudniejsze jest przeżywanie tego, co trzeba pokazać przed kamerą. Trzeba się skupić i dotrzeć do własnych emocji, które sprawiają, że twarz wygląda tak, a nie inaczej. Okazało się, że to dla mnie jeszcze trochę za trudne… Bardzo łatwo gra się w teledyskach, w których masz piękny makijaż, ciuchy i cała twoja rola polega na pindrzeniu się i udawaniu, że jest się zajebistym. (śmiech) To jednak nie ma nic wspólnego z prawdziwym Gdyby miał powstać film o tobie, kto mógłby go wyreżyserować i kogo obsadziłabyś w głównej roli? Ania Dąbrowska: Nie zrobiłam w życiu tylu pasjonujących historii, żeby w grę wchodził film przygodowy, więc obyczajówka… Wybieram Woody’ego Allena, on przynajmniej okrasiłby moje życie sporą dawką humoru, tak że stałoby się znośne do oglądania. Większy problem mam z odtwórczynią głównej roli Skoro Allen, to może Scarlett Johansson, jego muza? Ania Dąbrowska: Nie, ona jest zbyt seksowna. Ja potrzebuję jakiejś chłopczycy! Może być Mila Jovovich. Albo ta dziewczyna ze „Zmierzchu”, Kristen Stewart. Może nie jest najlepszą aktorką, ale podoba mi się, jak wygląda.
Dwa lata później ukazał się czwarty album studyjny, "Ania Movie" – zupełnie inny niż dotychczasowe wydania artystki. "«Ania Movie» miała być płytą na zyskanie czasu, która da mi oddech, by ponownie odnaleźć radość w tworzeniu muzyki. Dostaliśmy więc od wytwórni całkowicie wolną rękę" – mówiła Dąbrowska.
Płytę "Bawię się świetnie" promuje klip do piosenki o tym samym tytule. - Popisywanie się głosem uważam za nudne. Nie śpiewam po to, aby się popisywać, tylko żeby coś przekazać - mówi Ania Dąbrowska, która w niedzielę w Parlamencie zagra koncert promujący nową płytę pt. "Bawię się świetnie". Początek o godz. 20:30. Bilety w cenie 50 i 60 zł. Borys Kossakowski: Tytuł nowej płyty "Bawię się świetnie" wskazywałby na to, że nowe piosenki będą bardziej dynamiczne. Nadal śpiewasz jednak dość oszczędnie, spokojnie, z Dąbrowska: Może dlatego, że to nadal ja? Śpiewanie to dla mnie najbardziej emocjonalna rzecz w życiu. Emocje mają w piosenkach najważniejsze przyznasz, że Janis Joplin była bardziej emocjonalna niż chodzi o ekspresję, to tak. Natomiast nie wiem jakie emocje w niej drzemały. Sade pod względem ekspresji też jest dość oszczędna, ale śpiewa niezwykle programie "Idol" zdarzało ci się popisywać swoim głosem. Na swoich płytach jednak unikasz eksponowania pełni swojego wrażenie można zrobić tylko raz. Popisywanie się głosem uważam za nudne. Nie śpiewam po to, aby się popisywać, tylko żeby coś przekazać. Kiedy zaczęłam pisać własne piosenki, okazało się, że wrażliwość niesie mnie w innym kierunku. Nieważna jest forma i ile dźwięków wyśpiewasz. Ważna jest treść. Jeśli treścią jest popisywanie, to lepiej tego w ogóle nie robić. Pisząc swoje piosenki, staram się nie płyta jest bardziej osobista, intymna, ale jednak znalazły się na niej dwa utwory pisane w trzeciej osobie, w tym jeden o się. Moja pierwsza płyta w całości jest poświęcona innym ludziom i cudzym historiom. Wcześniej starałam się tekstami nawiązywać do koncepcji danych albumów i anturażu z nim związanego. Teraz teksty były kogoś szczególnie w czasie Wszystkich Świętych? Może Amy Winehouse, która nazywana była królową retro-popu. Twoja muzyka także bywa nazywana Winehouse nie była moją inspiracją. Wydawałyśmy swoje płyty mniej więcej w tym samym czasie. Zresztą za brzmienie retro odpowiedzialny był jej producent Marki Ronson, a nie Amy. Moje inspiracje sięgają lat 60.: Marvin Gaye, Ottis Reding, Al Green czy Curtis nie masz trochę żalu, że to Amy przypisuje się początek rewolucji retro, a nie tobie?Raczej nie (śmiech). Inspiracje zataczają koła, w każdej dziedzinie sztuki. Wtedy akurat zapanowała moda na lata 60. i tak to akurat się ułożyło, że obie nagrałyśmy płyty w podobnych że masz już dosyć swojej artystycznej kreacji na nieco romantyczną i trochę naiwną dziewczynę z lat 60. Pożegnałaś się z nią. Czy to pożegnanie było równie drastyczne jak w przypadku Marii Peszek?Nie miałam załamania tożsamości z tym związanego. To wyszło naturalnie. Inspiracja się wyczerpała i trzeba było pójść dalej. Nie chciałam powielać samej siebie. Potrzebowałam życie wydaje się być pełne harmonii. Bez dramatycznych zmian. Faktycznie tak jest?Nie jestem typem osoby, która miewa jakieś załamania. Poszukuję zgody z sobą samą i wierzę, że czas leczy rany. Przynosi dobre rzeczy. Nie próbuję robić czegoś na siłę. Jak mi nie idzie pisanie czy komponowanie, to odpuszczam. Wiem, że muszę poczekać na to, co przyniesie nowy dzień.
Ania Dąbrowska - Białystok | Kupuj Bilety Online. Z prawdziwą przyjemnością zapraszamy Państwa na niezwykłe wydarzenie, koncertu pierwszej damy polskiego ‘pop’ Ani Dąbrowskiej z okazji 20-lecia działalności artystycznej. Wypełnione dynamiką znanych przebojów autorstwa charyzmatycznej kompozytorki show, zachwyci nawet
W teledyskach i na sesjach zdjęciowych uwielbia wcielać się w postać diwy z lat 60. Podkreśla jednak, że prywatnie nie ma z nią nic wspólnego. "Ta postać jest mi zupełnie obca" - opowiada ze śmiechem. I rzeczywiście, Ania bez makijażu, w dużych przeciwsłonecznych okularach na nosie, bluzie i dżinsach bardziej przypomina dziewczynę z sąsiedztwa niż niedostępną gwiazdę. Ma opinię osoby wyobcowanej, zamkniętej w sobie. Ale kiedy przy zupie cebulowej opowiada mi o lęku przed starością i przyszłym macierzyństwie, mam wrażenie, że trudno o kogoś bardziej kontaktowego. GALA: Często stajesz przed dylematem, co włożyć: spodnie czy sukienkę? ANIA DĄBROWSKA: W mojej szafie wisi cała masa sukienek. Większości z nich jeszcze nigdy nie włożyłam, ale cały czas kupuję nowe. Jednak tytuł mojej nowej płyty "W spodniach czy w sukience?" nie tyle odnosi się do kwestii ubioru, ile sygnalizuje moje życiowe rozterki. GALA: Na przykład? ANIA DĄBROWSKA: Czekam na moment, kiedy stanę się dojrzałą kobietą i moja dziewczęcość odejdzie w zapomnienie. Jednocześnie pożegnanie z młodością jest dla mnie smutne. Zaczynam mieć poczucie uciekającego czasu. I trochę boję się starości, choć na szczęście dzisiaj ludzie inaczej się starzeją niż kilkadziesiąt lat temu. W związku z tym, dopóki mój mózg w miarę przyzwoicie funkcjonuje, chcę z niego korzystać. Kiedyś po wydaniu płyty przez półtora roku nic nie robiłam, teraz wykorzystuje wenę, by przygotowywać piosenki na przyszłość. Coraz częściej też myślę o dziecku. Długo byłam przekonana, że mnie to nie dotyczy, ale teraz krąży mi po głowie myśl, że jednak trzeba będzie dołączyć do grupy ludzi z dziećmi. GALA: To nie jest obowiązek… ANIA DĄBROWSKA: Wiem. I szczerze mówiąc, nie odczuwam silnego instynktu macierzyńskiego. Nie łudzę się też, że nadejdzie - wydaje mi się, że nie. Ale próbuję do tego podejść w rozsądny sposób. Nie mogę wykluczyć, że kiedyś jednak zapragnę być matką, ale wtedy będzie już za późno, bo będę miała na przykład 40 lat. GALA: W dzisiejszych czasach wiele kobiet rodzi właśnie w okolicach czterdziestki. ANIA DĄBROWSKA: I co? Moje dziecko skończy 40 lat, a ja będę miała 80? A jak nie dożyję? Ludzie, gdy mają czterdziestkę, są bardzo fajni i szkoda byłoby ich wtedy nie oglądać. Jak już, to teraz jest najlepszy moment na dziecko. Ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę, jaki to jest obowiązek, ile rzeczy musiałabym zmienić w swoim życiu i przeraża mnie to. Tym bardziej że jestem potwornie leniwa i lubię nic nie robić. GALA: Na czym polega "nicnierobienie"? ANIA DĄBROWSKA: Staram się nie zrywać z łóżka zbyt wcześnie, no chyba że muszę. Kręcę się po mieszkaniu, robię sobie kawę, wychodzę na balkon, piję tę kawę razem z moimi kotami, które przeciągają się w słońcu. A potem zastanawiam się, co by tu dalej zrobić: może coś skomponować, może pomyśleć nad teledyskiem, a może poczytać gazetę lub Pudelka. Ewentualnie pooglądać bo to uwielbiam. GALA: Sama gotujesz? ANIA DĄBROWSKA: Gotuję, ale tylko wtedy, gdy mnie najdzie ochota, więc na co dzień tego nie robię. Nie jestem dobrym materiałem na żonę, ponieważ w moim rodzinnym domu wszystko miałam podstawione pod nos. Codziennie były obiady, a śniadanie było przygotowane, zanim wstałam. Nie musiałam sprzątać, więc nie nauczyłam się domowej dyscypliny. GALA: Jeśli to nie rodzi w związku konfliktów, to znaczy, że twój partner jest aniołem… ANIA DĄBROWSKA: Oczywiście były konflikty na tym tle, ale wszystko da się rozwiązać. My wypracowaliśmy pewien kompromis, dzięki czemu nie musimy się naginać do siebie nawzajem. GALA: Zatrudniliście panią do sprzątania? ANIA DĄBROWSKA: Właśnie! A z kolei mama "Józka" jest na tyle cudowna i przemiła, że od czasu do czasu gotuje nam zupę i przynosi w słoiku. Ale przecież nie o gotowaniu miałyśmy rozmawiać! Pogadajmy o płycie. GALA: Która z nowych piosenek najlepiej cię charakteryzuje? ANIA DĄBROWSKA: Chciałabym, żeby ludzie przestali postrzegać mnie jako smutną dziewczynę, która śpiewa smutne piosenki. Mam dość takiego wizerunku. Prawda jest jednak taka, że choć płyta różni się nieco od poprzednich, to w tej chwili najlepiej charakteryzuje mnie utwór… "Smutek mam we krwi". Znam bardzo dużo ludzi, którzy w każdej sytuacji są optymistami i myślą: będzie dobrze. Ja, niestety, do nich nie należę. Zawsze widzę ciemne strony, a plusów nie dostrzegam. I z utęsknieniem czekam na dzień, w którym to się zmieni. GALA: Wystarczy uwierzyć, że myśli mają moc, więc jeśli skupimy się na pozytywnych rzeczach, to takie nas właśnie będą spotykać. ANIA DĄBROWSKA: Uważam, że to jest tylko teoria i nie ma ona zastosowania. Mało tego - myślę, że takie życzeniowe myślenie może być zgubne. GALA: Z czego wynika twoje negatywne nastawienie do życia? ANIA DĄBROWSKA: Nie wiem. Ale mam je od dziecka. W moim domu nigdy nie było stabilizacji, bo tata umarł, gdy miałam dwanaście lat. Od tej chwili mama musiała włożyć dużo wysiłku, by w ogóle utrzymać dom. Śmierć taty sprawiła, że już nigdy więcej nie zaznałam czegoś takiego jak szczęście rodzinne. Poza tym zrozumiałam, albo nauczyłam się, że lepiej nie robić sobie żadnych planów, bo one i tak mogą nie wypalić. I właśnie od tamtej pory ciągle czekam na zły znak. GALA: Nadal nie pogodziłaś się ze śmiercią taty… ANIA DĄBROWSKA: Trudno, żeby było inaczej. Po jego odejściu przeżywałam całą gamę uczuć i emocji: od pretensji, że mnie zostawił, do żalu, płaczu, że już go nigdy nie zobaczę. Do tego moje reakcje pozostawały długo takie, jakby on żył. Na przykład reagowałam na otwarcie drzwi, pewna, że to idzie tata i dopiero po chwili docierało do mnie, że to niemożliwe. Na pewno jego śmierć spowodowała, że smutek we mnie jest. Ale rozumiem to. A jak wiadomo,zrozumienie jest pierwszym krokiem do uzdrowienia. Poza tym nie chodzę ciągle smutna. Uwierz mi, że potrafię być zabawna i śmiać się, także z samej siebie. GALA: Ale duszą towarzystwa nie jesteś? ANIA DĄBROWSKA: Lubię ludzi. Oni są moją największą pasją, ale jednocześnie jestem też bardzo zdystansowana, wyobcowana i czasem traktuję ich chyba zbyt powierzchownie. GALA: Dlaczego? Boisz się do nich przywiązać? ANIA DĄBROWSKA: Nie, nie dlatego. Po prostu jestem bardzo nieufna. Nikomu nie daję siebie na tacy. Najpierw muszę człowieka wybadać. Czekam, aż udowodni, że jest wart kontaktu. GALA: Czy to stąd biorą się pogłoski o tym, że jesteś trudna we współpracy? ANIA DĄBROWSKA: Rzeczywiście, nieraz już słyszałam, że trudno się ze mną pracuje, więc może coś w tym jest. Ludzie odbierają mnie w ten sposób, bo gdy mi się coś nie podoba, to im o tym mówię. GALA: Jest coś, co cię ekscytuje? ANIA DĄBROWSKA: Porusza mnie muzyka innych ludzi. Gdy ją słyszę, to przeżywam prawdziwe emocje. Koncerty i wszystkie te sytuacje związane z promocją, z byciem twarzą własnej twórczości, wiążą się dla mnie ze stresem i z tremą. Ale wiem, kogo chciałabym zobaczyć, gdybym była publicznością. GALA: Kto to taki? ANIA DĄBROWSKA: Chciałabym zobaczyć na scenie charyzmatyczną, pewną siebie osobę, która rządzi tłumem. Chciałabym zobaczyć Elvisa. A jednocześnie wiem, że nigdy taka jak on nie będę. Niedawno zdałam sobie sprawę, że jestem całkiem normalną osobą. I jako osoba normalna jestem zbyt rozsądna, zbyt asekuracyjna i za bardzo cenię bezpieczeństwo. Boję się też granic swojego organizmu, dlatego na pewno nie mogłabym brać narkotyków, bo bardziej skupiałabym się na tym, że jest mi niedobrze. Rozmawia: Anna Zakrzewska Nr 24/2008, od 2 do 8 czerwca
Romantyczna sceneria, a w niej wspaniała Ania Dąbrowska i zjawiskowy taniec na wodzie – to nasz teledysk do hitu „Poskładaj mnie”. Oglądaj i słuchaj bez końc
Ania Dąbrowska na festiwalu w Opolu 2021 zachwyciła metamorfozą. Gwiazda sporo schudła i zmieniła fryzurę. Odmieniona zaśpiewała przebój Beaty września w Opolu rozpoczął się Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki. Drugiego dnia świętowania na scenie pojawiła się cała plejada gwiazd. Największe przeboje w ramach koncertu Wielkie Przeboje Małego Ekranu zaśpiewali Roksana Węgiel, Viki Gabor, Rafał Brzozowski i Alicja Majewska. Sporym zaskoczeniem była obecność dawno niewidzianej Ani 2021. Ania Dąbrowska zachwyciła metamorfoząAnia, która swoją karierę zaczynała 19 lat temu, biorąc udział w pierwszej edycji Idola, na przestrzeni lat wyrosła na czołową gwiazdę estrady. Jej płyty odniosły ogromny sukces, sprzedając się w ponad 300 tys. nakładzie. Wydała kilka singli, które rozgłośnie radiowe grają do dzisiaj, a także stworzyła mnóstwo hitów dla innych obecność w Opolu cieszyła nie tylko ucho, ale także oko słuchaczy. 40-letnia artystka zaprezentowała swoje nowe oblicze. Ania Dąbrowska schudła i zmieniła fryzurę. Jej nowy wygląd przykuwał uwagę już od pierwszej rzadko bryluje na salonach, a w czasie pandemii musiała zrezygnować z wielu zaplanowanych koncertów. Najpopularniejszy festiwal w kraju był więc świetną okazją, by przypomnieć o sobie szerokiej publiczności. A jeśli powracać do świadomości odbiorców, to właśnie w takim stylu jak w Opolu zaśpiewała przebój Beaty Kozidrak Nie pytaj o miłość, który wybrzmiewa w serialu M jak miłość. Na tę wyjątkową okazję wybrała niebieską sukienkę stylizowaną na kimono, która wyeksponowała jej zgrabne nogi. Przewiązana w pasie kreacja podkreśliła talię sylwetka to jednak niejedyna zmiana w wizerunku Ani. Na uwagę zasługuje także jej fryzura. Gwiazda wyprostowała włosy i wypuściła grzywkę zaczesaną na boki. Efekt zdecydowanie jest na jak schudła Ania Dąbrowska – Opole 2021Ania Dąbrowska – Opole 2021Ania Dąbrowska – Opole 2021Magda KwiatkowskaMiłośniczka książek oraz seriali Netlixa. W wolnych chwilach fotograf amator. Wyznaję zasadę, że człowiek uczy się całe życie, więc wciąż poszerzam swoje horyzonty.
\n ania dąbrowska może to właśnie ja
Ja, cały się trzęsę, jak to piszę, łzy mi lecą z oczu Czuję się zawsze przed tym majkiem, jakbym palił wrogów Tak, skurwysyny Nie istnieje nic, czego nie zrobię dla rodziny A Ty jeśli właśnie kminisz, że jesteśmy w chuj podobni To byś może przestał wątpić i pokazał kto tu rządzi Zwykły Mati, droga jak Uzumaki
Dagmara i Martyna Melosik od lat śpiewają w chórku Ani Dąbrowskiej. Ostatnio piękne bliźniaczki nagrały własną płytę "Znam na pamięć dalszy ciąg". Piosenki Sióstr Melosik o miłości to urocze połączenie muzyki pop i country. Dla kogo ją stworzyły? I jak u bliźniaczek przebiega proces twórczy? Twój STYL: Jak trafić do chórku znanego artysty? I jaka jest wasza historia?Dagmara: Nasze "chórkowanie" u Ani Dąbrowskiej to dzieło przypadku. Poznałyśmy się z nią 13 lat temu, kiedy po wygranej Martyny w "Fabryce Gwiazd", talent show Polsatu, już jako duet trafiłyśmy do tej samej wytwórni. Na pomysł dołączenia nas do składu koncertowego Ani wpadł Józek, czyli Paweł Jóźwicki z Jazzboy Records – nasz ówczesny Chodziło o to, żebyśmy z jednej strony poznały lepiej środowisko, a z drugiej zarobiły parę groszy na utrzymanie w Warszawie, do której przeprowadziłyśmy się z Poznania kilka miesięcy wcześniej. I tak przygoda zakrojona na kilka miesięcy trwa do tej śpiewanie w chórku może dawać spełnienie? Czy zawsze myśli się o tym, żeby być jednak na pierwszym planie?Martyna: Naszym planem na życie nigdy nie było śpiewanie w chórkach, choć ze względu na wrodzoną spójność brzmienia i łatwość harmonizacji mamy predyspozycje. Czerpiemy z tego przyjemność, ale chyba nie można mówić o spełnieniu. Ponieważ dość szybko zorientowałyśmy się, że jest to wygodna posadka grożąca rozleniwieniem, podjęłyśmy decyzję o zarezerwowaniu tego rodzaju działalności wyłącznie dla Ani. Teraz, wydając swoją autorską, siostrzaną płytę wiemy, że to była dobra decyzja. Dlaczego zdecydowałyście się ją nagrać?Dagmara: Od dziecka naszym głównym zajęciem było występowanie. Przez wiele lat nie miało dla nas znaczenia, czyje piosenki wykonujemy – liczyło się samo śpiewanie. W pewnym momencie zdałyśmy sobie jednak sprawę, że niespecjalnie chce nam się nagrywać płytę z coverami. Było nam też coraz trudniej odnajdować się w nie swoich tekstach i kompozycjach. Chwyciłyśmy więc za gitary, żeby przekonać się, czy same potrafimy opowiedzieć nasze historie. Martyna: Poza tym zawsze byłyśmy ciekawe, jakie to uczucie, gdy cała sala śpiewa nasz tekst, jakie to jest wasza nowa płyta? Dla kogo ją stworzyłyście? Jesteście autorkami muzyki i tekstów?Dagmara: Tak, ta płyta jest w 100 proc. autorska. No, może w 95 proc., bo mogłyśmy liczyć na podpowiedzi i pomoc utalentowanych znajomych. Nasze piosenki powstawały bardzo naturalnie, nie było ciśnienia na hity albo planu na zapełnienie jakiejś konkretnej muzycznej niszy. Nas same zaskoczyło ich brzmienie z pogranicza pop i country. Nie robiłyśmy nic na siłę, po prostu pisałyśmy o tym, co nas dotyka. Martyna: A, że jesteśmy dwiema kobietami, dotykają nas głównie sprawy sercowe. Choć na przykładzie naszego najnowszego singla "Wszystko jedno", którego współautorami zarówno tekstu, jak i muzyki, są mężczyźni, możemy domniemywać, że te historie są uniwersalne. Zresztą teledysk do piosenki z Julią Kamińską w roli głównej również wyreżyserował mężczyzna, myślimy więc, że może poruszać odbiorców niezależnie od płci. Jak u bliźniaczek wygląda proces twórczy? Są między wami tarcia czy podział ról jest z góry ustalony i nie wchodzicie sobie w drogę?Martyna: Przy tej płycie dało się zauważyć nieformalną tendencję – Dagmara napisała większość tekstów, a ja melodii. Jednak ostatnie słowo miał zawsze walor artystyczny. Każda z nas była gotowa odpuścić, jeśli pomysł siostry był lepszy. Mamy pod tym względem odpowiednią dozę pokory, choć negocjacje przebiegały nieraz w mało parlamentarnych słowach. (śmiech) Nawet jeśli dochodzi między nami do sprzeczek, mamy wspólny cel, jakim jest dobra płyta. To szybko nas godzi. Debiutujecie z własną płytą, ale wasze teksty i melodie śpiewają także inni artyści. Trudno pisze się dla kogoś?Martyna: Pod niektórymi względami jest nawet łatwiej. Pisząc dla innych, masz na ogół zarysowaną tematykę – tak było w przypadku piosenki "Porady na zdrady", w której historię narzucał scenariusz filmu – i można wyjść z własnej strefy komfortu. Słowa, których z jakiegoś powodu nie umieściłabym w swojej piosence, innemu artyście mogą się spodobać i do niego pasować. Wielokrotnie tak właśnie Są też wzruszające momenty, jak ten gdy dostałam wiadomość od swojej dziecięcej idolki, Edyty Górniak. Dziękowała mi za tekst, który trafił ją w samo serce. Pisanie dla innych jest fajne!Jesteście bliźniaczkami, czy głosy też macie podobne?Dagmara: To dziwne, ale zdarza nam się nie wiedzieć, która z nas zaśpiewała dany fragment piosenki. Podobieństwo głosów dotyczy jednak nie tylko nas, ale całej damskiej części naszej rodziny. Znajomi mają niezłą rozrywkę, zgadując, kto odebrał W kwestii dwugłosów podział jest jednak stały, niezmienny od dziecka: Dagmara wykonuje wyższe partie, a ja niższe. Mamy już taki odruch, że ćwicząc nową piosenkę, właściwie nic nie ustalamy.
Być może te dwa ostatnie czynniki miały wpływ na efekt, o którym piszesz. Krem nie może się zagotować (nie doprowadzamy do wrzenia), powinien być podgrzewany na małym ogniu i cały czas mieszany. To właśnie mieszanie pozwoli Ci uzyskać gęstą, budyniową konsystencję. Gość 1302 dni temu Moja wyszła pyszna! odpowiedz
Ocena wątku: 0 Głosów - 0 Średnio 1 2 3 4 5 Szymek79 Moderator Liczba postów: 36,471 Dołączył: Sep 2010 Sanah & Ania Dąbrowska - Baczyński (Pisz do mnie listy) "Baczyński (Pisz do mnie listy0" nagrane z Anią Dąbrowską to siódmy singiel jakim Sanah zapowiada swoje nowe wydawnictwo pt. "Uczta". (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06:43 PM przez Szymek79.) 11:33 PM neo01 Stały bywalec Liczba postów: 7,199 Dołączył: Dec 2009 RE: Sanah & Ania Dąbrowska - Baczyński (Pisz do mnie listy Ja bym tego singlem nie nazwał. To po prostu kolejny ujawniony kawałek z płyty. Być może dojedziemy tak do końca. WOLNE MEDIA!!! (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08:50 AM przez neo01.) 08:50 AM Miszon Stały bywalec Liczba postów: 9,449 Dołączył: Aug 2008 RE: Sanah & Ania Dąbrowska - Baczyński (Pisz do mnie listy ( 05:41 PM)inżynierek napisał(a): (już pal licho z wydaniem krążka w Wielki Piątek, na co nadal jestem zły de facto). hah, okazało się że nie jesteś jedyny - wydanie płyty w ten dzień naraziło ją na serię negatywnych ocen: 10:58 PM Miszon Stały bywalec Liczba postów: 9,449 Dołączył: Aug 2008 RE: Sanah & Ania Dąbrowska - Baczyński (Pisz do mnie listy) To swoją drogą. Dodatkowo, nikt nie zabrania kupić PO premierze. 01:59 PM Podobne wątki Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post Ania Leon - Przypadki Szymek79 1 54 04:12 PM Ostatni post: kajman Beata Kozidrak - Jak dla mnie Szymek79 22 453 12:35 AM Ostatni post: Tomekk Sanah & Daria Zawiałow - Eldorado Szymek79 16 301 07:09 PM Ostatni post: Tomekk Sanah & ten Stan - Święty Graal Szymek79 8 264 10:51 AM Ostatni post: inżynierek Sanah & Dawid Podsiadło - Ostatnia Nadzieja Szymek79 3 180 07:21 AM Ostatni post: kajman Sanah & Vito Bambino - Oscar Szymek79 10 230 09:35 PM Ostatni post: kajman Kaśka Sochacka & Kortez - Dla mnie to już koniec Szymek79 1 91 07:19 PM Ostatni post: kajman sanah i Natalia Grosiak - Czesława Szymek79 5 280 09:13 PM Ostatni post: Miszon Sanah & Grzegorz Turnau - Sen we śnie Szymek79 6 171 08:34 PM Ostatni post: Miszon Sanah & Miętha - Audi Szymek79 2 170 09:18 PM Ostatni post: kajman Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Ania Dąbrowska najlepsza. To ona nagrała hit lata! Ania Dąbrowska nagrała największy hit lata! Tak przynajmniej sądzą widzowie telewizji Kino Polska Muzyka, którzy docenili "Porady na zdrady".
Ania „AniKa” Dąbrowska (ur. 2005) jest utalentowaną wokalistką i zwyciężczynią 2. edycji muzycznego talent show „The Voice Kids”. Pełne imię i nazwisko: Ania Maria Dąbrowska Pseudonim: AniKa Data urodzenia: 3 luty 2005 Wiek: 17 lat(a) Wzrost: nieznany Instagram: @anikadabrowskaofficial Krótki życiorys Ani „AniKi” DąbrowskiejBiografia rozszerzona Ani „AniKi” DąbrowskiejCiekawostki o Ani „Anice” DąbrowskiejCytaty Ani „AniKi” DąbrowskiejŹródła Krótki życiorys Ani „AniKi” Dąbrowskiej Ania Dąbrowska pochodzi z wioski Wesoła w woj. podkarpackim. Ukończyła tam szkołę podstawową, a od 2019 roku będzie uczennicą Liceum Ogólnokształcącego w Dynowie. Została dostrzeżona przez wychowawczynię w Szkole Podstawowej, która skierowała ją na pierwsze konkursy. Rodzice pomogli w szlifowaniu pasji swojej córki i zapisali ją do Centrum Sztuki Wokalnej w Rzeszowie, w której ciągle jest uczennicą. Ania Dąbrowska jest również absolwentką Szkoły Muzycznej I stopnia. Jej pierwszym poważnym sukcesem było zwycięstwo na Festiwalu Zaczarowanej Piosenki w 2015 roku. Od tego czasu Ania Dąbrowska stale występowała na różnego rodzaju konkursach i wydarzeniach. Występowała z wieloma gwiazdami polskiej muzyki. W 2016 roku wystąpiła w finale krajowych Eliminacji dla Dzieci i zajęła miejsce na podium. W lipcu 2018 roku rozpoczęła przygodę z programem The Voice Kids, która zaprowadziła ją do zwycięskiego finału 23 lutego 2019 roku. Było to spełnienie jej marzeń, a wkrótce może zrealizować kolejne, czyli nagrać własną płytę, gdyż taka jest właśnie główna nagrodą w programie obok 50 tys. zł. Podczas finału zaśpiewała swój pierwszy singiel pt. „Małe skrzydła”, który na YouTube zanotował od tego czasu prawie 10 mln. wyświetleń. Ania Dąbrowska choruje na mukowiscydozę o której dowiedziała się, gdy miała 5 lat. Dzięki wsparciu rodziców nauczyła się żyć z tą chorobą, co mogliśmy zaobserwować w programie „The Voice Kids”, gdzie była jedną z najbardziej pozytywnie nastawionych osób, pełną uśmiechu i wrażliwości. Biografia rozszerzona Ani „AniKi” Dąbrowskiej Pochodzenie i rodzice Ania Dąbrowska pochodzi z niewielkiej wioski o nazwie Wesoła, znajdującej się w województwie podkarpackim. Rodzicami Ani są Jarosław i Magdalena Dąbrowscy. Ojciec Jarosław w związku z chorobą Ani i jej o 5 lat młodszej siostry zajmuje się opieką nad nimi i prowadzi dom. Mama Magdalena, która jest z zawodu pedagogiem, utrzymuje rodzinę. Rodzice poświęcili się bezgranicznie swoim chorym córkom. Siostra Alicja jest również uzdolniona muzycznie, a także plastycznie. Lubi pisać książki i historyjki obrazkowe. Ania ma także starszego brata. Jeśli chodzi o zwierzątka to Ania ma szczurka. Wykształcenie Ania Dąbrowska ukończyła Szkołę Podstawową im. J. Piłsudskiego w Wesołej. To właśnie nauczycielka i wychowawczyni w szkole zauważyła, że Ania dobrze śpiewa i zaczęła ją wysyłać na pierwsze konkursy. W ten sposób zaczęła się przygoda Ani Dąbrowskiej ze śpiewaniem. Od nowego roku szkolnego będzie ona uczennicą Liceum Ogólnokształcącego im. Komisji Edukacji Narodowej w Dynowie. Ania Dąbrowska jest absolwentką Szkoły Muzycznej I stopnia w Dynowie, w klasie fortepianu. Jest uczennicą Centrum Sztuki Wokalnej w Rzeszowie, gdzie pracuje pod kierunkiem pani dyrektor Anny Czenczek, która jest pomysłodawczynią i dyrektorem Międzynarodowego Festiwalu Piosenki Rzeszów Carpathia Festival. Kariera muzyczna W 2015 roku Ania Dąbrowska zwyciężyła w Festiwalu Zaczarowanej Piosenki im. Marka Grechuty w Krakowie, co sprawiło że jej rozwój muzyczno-wokalny nabrał tempa i dzięki czemu uzyskała stypendium, które pozwoliło jej na spełnianie muzycznych marzeń. Ania Dąbrowska występowała na jednej scenie z wieloma gwiazdami polskiej muzyki, takimi jak: Grzegorz Hyży, Maria Sadowska, Ania Wyszkoni, Halina Mlynkova, Justyna Steczkowska, Ania Rusowicz, Adam Nowak, Monika Kuszyńska, Kasia Cerekwicka, Andrzej Piaseczny, Mieczysław Szczęśniak czy Skaldowie. W lipcu 2016 roku ukazał się teledysk, który Ania Dąbrowska wraz z Mieczysławem Szczęśniakiem i Laureatami Zaczarowanej Piosenki nagrała do piosenki „Jeden jest świat”. Nagranie wpisano na Listę Przebojów PR Trójki. We wrześniu 2016 roku Ania Dąbrowska wzięła udział w 2 preselekcjach do finału Krajowych Eliminacji Eurowizji Junior 2016. Dostała się do finału, podczas którego 15 października wystąpiła na łamach TVP1, śpiewając wśród 9 wokalistów swoją autorską piosenkę pt. „Fryzurka”. W Europejskim Notowaniu Junior Second Chance 2016 zajęła wysokie 7 miejsce. Zostało ono wyłonione przez widzów i słuchaczy z całej Europy, głosujących na piosenki które zajęły w Krajowych Eliminacjach 2 i 3 miejsca. Jej finałowe wykonanie udostępnione w internecie w ciągu miesiąca osiągnęło 80 tys. wyświetleń. W 2017 roku Ania Dąbrowska wzięła udział w programie TVP ABC „Petersburski Music Show”, a także zaśpiewała podczas Pikniku Rodzinnego w TVP1. Dnia 3 czerwca 2017 została wyróżniona jako jedna z dwóch najbardziej utalentowanych dzieci w Polsce, aby promować kanał TVP ABC i program „Petersburski Music Show.” 26 września 2017 roku wzięła udział w castingu do 1. edycji programu „The Voice Kids”. 1 lipca 2018 roku wzięła udział w castingu do 2. edycji tego programu i została wybrana spośród 2500 uczestników do kolejnego etapu „przesłuchań w ciemno”. Podczas „Przesłuchań w ciemno” Ania Dąbrowska zdołała podbić serca jurorów wykonując utwór Christiny Aquilery. Dotarła do samego finału w którym wykonała swój pierwszy autorski singiel pt. „Małe skrzydła”, do którego słowa piosenki napisała Cleo, pod której skrzydłami rozwijała się w programie. Ania Dąbrowska poprzez głosowanie telewidzów 23 lutego 2019 zwyciężyła 2. edycję „The Voice Kids, urzekając swoim głosem i pozytywną energią. W nagrodę za zwycięstwo w „The Voice Kids” Ania Dąbrowska dostała 50 tys. zł oraz kontrakt płytowy. Jej marzenia o nagraniu płyty wkrótce mogą się spełnić. Teledysk do utworu „Małe skrzydła” posiada na portalu YouTube prawie 10 milionów wyświetleń. 7 czerwca 2019 pojawił się teledysk do tego utworu w wersji akustycznej. 30 maja 2019 został opublikowany na YouTube teledysk do utworu „To co ważne”, który AniKa zaśpiewała wraz z finalistami The Voice Kids – Carlą Fernandes i Adamem Kuberą. Teledysk został stworzony w związku z ogólnopolską kampanią marki Reporter Young, która w sposób muzyczny postanowiła walczyć z hejtem. Dotąd został wyświetlony prawie 1 mln razy. Hobby Ania Dąbrowska lubi w wolnym czasie jeździć na deskorolce czy rowerze, a także grać w piłkę ręczną. Choroba Gdy Ania Dąbrowska miała 5 lat urodziła się jej siostra. Okazało się wtedy, że obie są chore na mukowiscydozę. Początkowo Ania bała się tej choroby, jednak z czasem nauczyła się z nią żyć, w czym dużą rolę odegrało wsparcie rodziców. Jeśli Ania chodzi w skupisko ludzi, gdzie wiele osób choruje to musi nosić maskę na twarz, gdyż odporność Ani jest osłabiona. Rodzice Ani starają się by ona i jej siostra żyły całkowicie normalnie. Mukowiscydoza jest chorobą genetyczną z którą dziecko się rodzi. W związku z nią organizm w nadmiernych ilościach wytwarza śluz, wywołując zaburzenia na tym tle wszędzie tam, gdzie tylko występują gruczoły śluzowe. Choroba ta dotyka wielu układów i narządów, a najwięcej problemów sprawiają zmiany chorobowe płuc, jelit, wątroby i trzustki. Jak dotąd choroba ta jest nieuleczalna. Można jedynie zmniejszyć jej skutki i przedłużyć życie. Leczenie objawów mukowiscydozy polega na usuwaniu wydzieliny z dróg oddechowych, opanowaniu zaostrzeń przewlekłego zapalenia oskrzeli i płuc za pomocą antybiotykoterapii czy leczenia objawów ze strony układu pokarmowego. Ania Dąbrowska i jej siostra codziennie poddają się żmudnym zabiegom, rehabilitacji i biorą spore dawki leków. Wymagane jest także przestrzeganie diety. Koszt leczenia dziecka chorego na mukowiscydozę wynosi 1-4 tys. zł miesięcznie i wymaga często rezygnacji rodzica z pracy zawodowej. W przypadku rodziny Dąbrowskich to ojciec musiał zrezygnować z pracy, aby opiekować się rodziną. Mimo problemów zdrowotnych, Ania była jedną z najbardziej pozytywnych uczestniczek drugiej edycji „The Voice Kids”, by ostatecznie tenże program zwyciężyć. Ania Dąbrowska i jej siostra Alicja w materiale video dla Gazety Wyborczej zaśpiewały: „Dobra dusza jest jak świeca, choć się sama spala to innym przyświeca. Pomagajmy sobie w smutku i chorobie. Dziś ja Ci pomogę, jutro ty pomożesz.” Dziewczynki można wesprzeć finansowo, co pomoże im w skuteczniejszej walce z chorobą: Ciekawostki o Ani „Anice” Dąbrowskiej Swój pseudonim artystyczny na potrzeby programu, czyli „AniKa” Ania przyjęła głównie po to, by jakoś odróżnić się od słynnej wokalistki Ani Dąbrowskiej. Powstało ono z 3 pierwszych liter imienia i 2 ostatnich liter cierpi na głos został zauważony przez wychowawczynię w szkole podstawowej, która zaczęła ją kierować na pierwsze konkursy. Dalszy rozwój Ani starali się kontynuować rodzice i zapisali ją do Centrum Sztuki Wokalnej w w finale Krajowych Eliminacji Eurowizji dla Dzieci 2016, gdzie zajęła miejsce na podium. Została również wyróżniona przez europejską publiczność zajmując w notowaniu Junior Second Chance 2016 – 7 wyjazdem na konkursy w Monachium okazało się, że Ania Dąbrowska musi pobyć przez dłuższy czas w szpitalu w związku z chorobą, co miało stanąć na przeszkodzie w rozwoju jej kariery. W 2 tygodnie udało jej się pozbyć bakterii, które miały być leczone przez kilka miesięcy. Wszystko wskazuje na to że, śpiewanie które kocha jest dla niej formą terapii, które daje jej siłę do zmagania się z trudnościami związanymi z Dąbrowska, gdy miała 10 lat wystąpiła z rodzicami w programie TVN Uwaga, którego tematem były zmagania z chorobą. Na ścianie miała zdjęcia ze znanymi artystami. Wskazując na zdjęcie z Anią Wyszkoni, powiedziała, że to ona jest jej idolem, ponieważ gdy bywa w szpitalu to ona często do niej dzwoni, pytając jak się ulubione wokalistki to Ariana Grande, Cleo i Christina Aguilera. Cytaty Ani „AniKi” Dąbrowskiej „W The Voice jest tak, że przyjaźnimy się nie tylko z osobami z naszych drużyn, ale też z osobami z innych drużyn. To jest piękne, bo jesteśmy taką jedną, wielką Voice’ową rodzinką” „Kiedy usłyszałam swoje imię i nazwisko [podczas werdyktu w finale The Voice Kids] to poczułam, że właśnie spełniłam swoje największe marzenie.” „Program The Voice Kids dał mi bardzo dużo i nabrałam ogromnego doświadczenia w śpiewaniu. Jestem teraz silniejsza na scenie.” „Chciałabym wiązać przyszłość z muzyką i występować właśnie w przyszłości na scenie, bo to jest moja pasja i kocham to robić.” „Jestem bardzo zadowolona z tej piosenki [Małe skrzydła], jest taką częścią mnie.” Źródła artykuły: Niezwykły życiorys: Polub nas: Tagi:
2.3K views, 83 likes, 15 loves, 0 comments, 4 shares, Facebook Watch Videos from Sony Music Poland: Kolejna dobra informacja na dzisiaj :) Klip Ania Dabrowska "Porady na zdrady (Dreszcze)" Ania Dąbrowska - Porady na zdrady [12 MLN] | Kolejna dobra informacja na dzisiaj :) Klip Ania Dabrowska "Porady na zdrady (Dreszcze)" przekroczył
Tekst piosenki znowu minął mi przed oczami ten rok nigdy nie wiem dokąd ucieka czas a ty jeszcze mnie nie znalazłeś nie wzburzyłeś mi krwi na moim niebie znów nie ma gwiazd a kiedy noce są najciemniejsze jak ta czasem nie wiem czy wystarczy mi sił na szukanie wiatru w polu i czekanie na cud po co jeszcze nadzieję mam że może to właśnie ja nie odtrącaj mnie może ja właśnie mam wszystko czego chcesz ten chaos w którym tkwię zniknie gdy poskładasz mnie może to właśnie ja znowu minął mi przed oczami ten rok nie zaglądam w siebie boję się śnić dlaczego jeszcze mnie nie znalazłeś choć tak mały ten świat tylko ciebie tutaj mi brak może to właśnie ja nie odtrącaj mnie może ja właśnie mam wszystko czego chcesz ten chaos w którym tkwię zniknie gdy poskładasz mnie może to właśnie ja nie odtrącaj mnie może ja właśnie mam wszystko czego chcesz ten chaos w którym tkwię zniknie gdy poskładasz mnie ooo może to właśnie ja nie odtrącaj mnie może ja właśnie mam wszystko czego chcesz ten chaos w którym tkwię zniknie gdy poskładasz mnie może to właśnie ja Interpretacja piosenki Dziękujemy za wysłanie interpretacji Nasi najlepsi redaktorzy przejrzą jej treść, gdy tylko będzie to możliwe. Status swojej interpretacji możesz obserwować na stronie swojego profilu. Dodaj interpretację Jeśli wiesz o czym śpiewa wykonawca, potrafisz czytać "między wierszami" i znasz historię tego utworu, możesz dodać interpretację tekstu. Po sprawdzeniu przez naszych redaktorów, dodamy ją jako oficjalną interpretację utworu! Wyślij Niestety coś poszło nie tak, spróbuj później. Treść interpretacji musi być wypełniona. Wokalistka porusza w utworze „Poskładaj mnie” temat upływającego czasu. Nie zauważa kiedy kolejny rok przemija jej koło nosa. Nie potrafi zrozumieć dlaczego ten czas wciąż biegnie do przodu. Z każdym kolejnym dniem przybliżamy się do nieuchronnego końca. Dąbrowska jest tym bardziej rozczarowana, gdyż nadal pozostaje samotną kobietą. Nie widzi szans na nową miłość, której tak bardzo potrzebuje. Wokalistka wysyła więc retoryczne pytania do potencjalnego kochanka z nadzieją na otrzymanie jakiejkolwiek odpowiedzi. Nawet najmniejszy znak ze strony ukochanego rozjaśni wątpliwości i wskaże drogę, która iść powinna. Dąbrowska nie ma wystarczająco sił na szukanie wiatru w polu, którego prawdopodobnie nigdy nie odszuka. Wciąż oczekuje na cud, gdyż jest pełna nadziei i optymizmu. Dąbrowska wciąż czeka na pojawienie się ukochanego. W tak małym świecie prawdopodobieństwo spotkania odpowiedniej osoby jest bardzo duże. W przypadku naszej bohaterki sytuacja wydaje się być nieco skomplikowana. Chaos, który panuje w głowie Ani może zniknąć wraz z pojawieniem się miłości. „Ten chaos w którym tkwię Zniknie gdy poskładasz mnie Może to właśnie ja”. Wyślij Niestety coś poszło nie tak, spróbuj później. Treść poprawki musi być wypełniona. Dziękujemy za wysłanie poprawki. Najpopularniejsze od Ania Dąbrowska
Ania Dąbrowska powróciła z nowym singlem. "To jest inspiracja związkami i relacjami międzyludzkimi". Gwiazdy. 13 listopada 2022, 14:24. Autor: Nastazja Bloch. Źródło: Dzień Dobry TVN. Ania Dąbrowska - specjalistka od miłości. Ania Dąbrowska w utworze „Ktoś inny”. Patrycja Markowska wraca do korzeni.
Ania Dąbrowska rozstała się niedawno z ojcem swych dzieci, partnerem, menedżerem, producentem. Dlatego płyta „Dla naiwnych marzycieli”, która ma dziś premierę, to jej zupełnie nowy się trochę ponownie jak debiutantka? To trafne określenie - tak się czuję. Od wydania poprzedniej płyty minęły cztery lata. Miałam ochotę na eksperymentowanie: pójście nieco w innym kierunku muzycznym czy pomieszanie różnych stylów. Masz innego producenta, zmieniłaś zespół, nagrywasz dla innej wytwórni. To zadziałało odświeżająco? Na pewno. Ale też dało mi dużo doświadczenia zawodowego. Przy tym albumie sporo sama nagrywałam i produkowałam. Wszystkie wokale są zmiksowane przeze mnie. Nauczyłam się więc dużo o pracy w studiu. Bardzo się z tego cieszę, bo na pewno zaowocuje to w przyszłości. Ten krążek można by chyba zaklasyfikować jako „heartbreak album”, czyli taki, jaki artysta nagrywa po zakończeniu ważnego związku. Zaśpiewanie tych tekstów pomogło Ci się emocjonalnie oczyścić po tym, co przeżyłaś w ciągu ostatnich dwóch lat? Nie. Na każdej płycie wylewam całą siebie: swoje uczucia, przemyślenia i doświadczenia. W tym sensie wszystkie albumy jakoś mi pomogły emocjonalnie się oczyścić. Nie jest to jednak żadna forma terapii. Nie wierzę w coś takiego, że jeśli człowiek wyrzuci z siebie nagromadzone uczucia, to doświadczenia, które przechodzi, będą dla niego lżejsze, a on będzie lepszym człowiekiem. Oczywiście wyrażam siebie w muzyce - i to jest normalne. Zdarzało Ci się płakać podczas nagrywania tych utworów? Jak się płacze, to trudno jest śpiewać. (śmiech). Zdarzyło mi się raz, że podczas pisania tekstu łzy mi się cisnęły do oczu. Ale to było o moim malutkim synku przy poprzedniej płycie. Tym razem tak nie było. Może dlatego, że choć te teksty nie brzmią tak, jakby były jakoś szczególnie pozytywne, postrzegam je właśnie w ten sposób. Mało tego - uważam, że są chyba najbardziej romantyczne ze wszystkich, które napisałam. Dlatego czuję się z nimi dobrze. Ta płyta jest chyba początkiem wejścia w bardziej optymistyczny etap mojej twórczości. Co sprawiło, że nabrałaś takiego pozytywnego podejścia do życia? Może czas złagodził emocje? Nie mam już dwudziestu lat, nie jestem podlotkiem, reakcje damsko-męskie nie sprawiają, że chcę sobie podciąć żyły. Widzę w nich swego rodzaju piękno, nawet kiedy się kończą, bo jest w tym jakiś romantyczny smutek, który może być bardzo inspirujący. Ostatnio pomyślałam sobie, że jak będę miała osiemdziesiąt lat, to pewnie będę tęsknić za tym czasem, kiedy miałam złamane serce. (śmiech) Bo będę chciała jeszcze przeżyć takie emocje, jak kiedyś. Czas sprawia, że do tematu miłości podchodzę zdecydowanie lżej, on już tak mocno nie boli. Płyta nosi tytuł „Dla naiwnych marzycieli”. Słowa „naiwny” często używa się w pejoratywnym sensie. Tak, naiwny to frajer. (śmiech) To znaczy, że do tej pory byłaś naiwna w relacjach damsko-męskich? Ten tytuł odnosi się do przyszłości. Pojawia się w nim bowiem wiara i nadzieja w siłę uczucia, że wszystko się jeszcze może zdarzyć, że cały czas jest szansa na nowe, romantyczne uniesienia. I właśnie ta płyta jest skierowana do takich naiwnych marzycieli, którzy jeszcze nie poddali się rozczarowaniu i nie stali się cynikami. W jednej z piosenek pojawia się deklaracja: „Taka miłość to tylko sen”. Czyli jedna wielka miłość do końca życia naprawdę nie istnieje? Niestety - w większości przypadków z czasem się przekonujemy, że to tylko iluzja. Życie jest prozaiczne - bez wielkich uniesień i kolorowych fajerwerków. Jedynie czasami przydarzają się fajniejsze momenty. Tak jak śpiewał niegdyś Dżem: „W życiu piękne są tylko chwile”. Dlatego ciągle marzymy o takich momentach, bo one są tak rzadkie. I kiedy wreszcie się zdarzają - to są tak piękne i cudowne, że znów chcemy je ponownie przeżywać. Mówisz o prozie życia: ale przecież nie pracujesz na etacie, możesz organizować sobie czas, jak tylko zapragniesz. To nie pomaga? Czasem doceniam to, że mam dużo czasu i mogę go planować wedle swojego widzimisię. Wiele osób pracujących na etatach nie może być ze swoimi dziećmi tyle, ile by chciało. Ja nie mam z tym problemu. Ale mam też takie momenty, że chętnie poszłabym do pracy na etat. Dlatego, że kojarzy mi się z to uporządkowaniem i równowagą życia. Nie trzeba myśleć, co i jak sobie poukładać, żeby finanse się zgadzały. Wspomniałaś o dzieciach: czy one pomagają dorosłemu człowiekowi utrzymać się w pionie, mimo różnych zawirowań emocjonalnych? Dzieciaki dają mi na dłuższą metę poczucie bezpieczeństwa. To taka stała miłość, która nigdy nie przeminie. A jak Staś i Mela odbierają Twoją pracę? Chyba jej nie lubią. Kiedy puszczam im swoją muzykę, od razu popadają w przygnębienie, bo wydaje im się, że już za chwilę wyjadę na koncert. Na pewno wolałyby mieć mnie więcej w domu. Ale same ostatnio objawiają muzyczne talenty. Mela kończy w kwietniu 3 lata. Kiedy coś w domu nagrywam lub miksuję, ona od razu to chwyta - i zaczyna ze mną śpiewać. Dlatego robi się coraz zabawniej. A ostatnio po jednym z moich występów, powiedziała: „Mamo, byłam z ciebie taka dumna!”. Zrobiło mi się naprawdę słodko. W jednej z piosenek śpiewasz: „Sobą w końcu zajmij się!”. Brakuje Ci czasu dla siebie? Ostatnio mało go miałam. Ale my kobiety tak mamy: za bardzo się poświęcamy dla innych, widzimy ich problemy, załatwiamy je i do tego ogarniamy dom, a brakuje nam czasu dla siebie. Ja też taka trochę jestem. Ale kobiety z pokolenia na pokolenie stają się inne. Rzadko się dziś zdarzają młode dziewczyny, które chcą się tylko poświęcić mężowi i dzieciom. Wszystkie idą do pracy - i oczekują partnerstwa. Show-biznes postrzega się jako środowisko, które nie sprzyja ani związkom, ani rodzinie. Zgadzasz się z tym? W show-biznesie jest tak samo jak w innych zawodach. Też są zarówno trwałe, jak i nietrwałe związki. Z tym, że to, co ja robię, dzieje się na świeczniku. Jest zatem obserwowane i komentowane. No właśnie: czy to wystawienie na publiczny ogląd nie sprawia, że związki i rodziny szybciej się rozpadają? Popularność ma swoje plusy i minusy. Nie możemy jednak ciągle przeglądać się w opiniach innych ludzi. Trzeba żyć własnym życiem i nie oglądać się na to, co o nas myśli pan lub pani, którzy nas nie znają. Dlatego staram się nie przejmować tym, co na mój temat gadają. Bo tak się żyć nie da. Dlatego w jednej z nowych piosenek śpiewasz: „Jeszcze będę się z tego wszystkiego śmiać”? Upływ czasu pomaga w łagodzeniu nieprzyjemnych przeżyć. Ta wiedza przychodzi z wiekiem. Gdy jesteśmy dorośli, zdajemy sobie sprawę, że wszystko jest chwilowe. Zdarzają się dramaty i rozstania, ale jeszcze nieraz będziemy szczęśliwi. Nasze doświadczenia układają się bowiem jak sinusoida, która jest naturalnym biegiem rzeczy. Zaczęliśmy od tego, że trochę debiutujesz. Powiedz zatem, co byś chciała w tym nowym etapie życia i kariery osiągnąć? Chciałabym znowu poczuć, że muzyka mnie inspiruje i pochłania. No i tak się dzieje. Już teraz mam ochotę zająć się kolejną płytą! Chcę nagrywać, eksperymentować z brzmieniami, sięgać po inne gatunki. A na najbliższy czas - bardzo chciałabym odpocząć i wyjechać na wakacje. Bo nie byłam już na nich bardzo dawno.***Ania Dąbrowska zadebiutowała w 2004 r. albumem „Samotność po zmierzchu”, który zdobył uznanie krytyki i publiczności. Wydała dotąd 5 albumów studyjnych, z których 4 trafiły na pierwsze miejsce listy sprzedaży w Polsce. Jest jedną z artystek najczęściej nominowanych do Nagrody Muzycznej Fryderyk. Zdobyła 8 statuetek. Ma dwoje dzieci (6 i 3 l.) z Pawłem Jóźwickim. Para nie jest już z sobą.
ANIA DĄBROWSKA. Anna Dąbrowska - Pierwsza Dama Polskiego Popu. Laureatka Fryderyka 2017 w kategorii Album Roku Muzyka Pop. Wokalistka, kompozytorka, autorka tekstów, producentka. Dotychczas nagrała 7 płyt, z których każda uzyskał status co najmniej Platynowej: „Samotność po zmierzchu” 2004. „Kilka historii na ten sam temat” 2006.
Już 4 marca ukaże się nowa płyta Ani Dąbrowskiej. „Dla Naiwnych Marzycieli” to 6 studyjny krążek artystki. Tymczasem, przypominamy wywiad, który przeprowadzaliśmy przy okazji poprzedniej płyty. Na płycie „Bawię się świetnie“ Ania Dąbrowska rozlicza się z przeszłością i zaczyna nowy etap życia. Przecież właśnie wchodzi w czwarte dziesięciolecie. Ania Dąbrowska w obiektywie Szymona Brodziaka Miasto Kobiet: Półtora roku temu, po wydaniu płyty „Ania Movie”, mówiłaś mi: „Czekam na chwilę, kiedy znów zakocham się w muzyce”. Zakochałaś się? Ania Dąbrowska: Tak, nadszedł taki moment, że znów się zakochałam. Jestem poszukiwaczką i mam ochotę na zgłębianie różnych rejonów muzycznych, o których nie miałam dotychczas pojęcia. Miasto Kobiet: A jakie rejony zgłębiasz? Ania Dąbrowska: Jeszcze pół roku temu nie podejrzewałam siebie, że będę chciała nagrać płytę opartą na gitarach. Na nowej płycie praktycznie nie ma soulu, który był dla mnie najważniejszym gatunkiem. Nie wiem, co będzie za kolejne pół roku. Miasto Kobiet: To Olek Świerkot dokonał w Tobie takiej zmiany? Ania Dąbrowska: Olek obok Kuby Galińskiego jest tą osobą, która jest odpowiedzialna za brzmienie tej płyty. Nie wiem natomiast, czy to on nas zaraził, czy może wspólnie nawzajem się pozarażaliśmy. Prawdopodobnie mamy jakiś wspólny lot, który nie wiadomo skąd się wziął. Szczerze ci powiem, że nie odpowiedzieliśmy sobie na takie pytania. Po prostu tworzymy muzykę, każdy dokłada coś swojego i jak pasuje, to nic nie zmieniamy. Miasto Kobiet: Ciekaw jestem tego procesu zakochiwania się i odkochiwania. Ania Dąbrowska: Głównie polega to na zmęczeniu i wypaleniu się po okresie intensywnej pracy. Musi minąć trochę czasu od momentu, kiedy kończę płytę, abym znów miała potrzebę tworzenia. Ten proces produkowania i nagrywania płyty jest czasochłonny, intensywny i do tego obarczony stresem związanym z poprawkami. Masę rzeczy przytrafia się po drodze i jesteśmy często zmuszeni zmieniać coś w ostatniej chwili. Pod koniec, szczerze powiedziawszy, zaczynam mieć odruch wymiotny, gdy słyszę piosenki… Potrzebuję gwałtownie od nich odpocząć. Nie chcę niczego słuchać, bo nie sprawia mi to przyjemności. Po jakimś czasie znów mam siłę i chęci – to jest taki moment, kiedy znów zakochuję się w muzyce. Za każdym razem jest jednak inaczej. Miasto Kobiet: A dziś? Jesteś jeszcze zakochana czy już nie? Przecież płyta jest już na rynku. Ania Dąbrowska: Raczej mi minęło. Jestem typem intensywnym, bardzo szybko się spalam w tym, co robię. „Bawię się świetnie” już dawno odłożyłam na półkę, dla mnie to zamknięty rozdział. Miasto Kobiet: Wielu artystów nie ma na półkach swoich płyt i ich nie słucha. A jak to jest u Ciebie? Ania Dąbrowska: Józek (Paweł Jóźwicki, partner życiowy i menedżer Ani – przyp. aut.) ma moje wszystkie płyty, single, winyle i dema. Ja ich nie zbieram, nie kolekcjonuję i nie wracam do nich. Miasto Kobiet: Nie słuchasz? Ania Dąbrowska: Czasami słucham, ale głównie gdy muszę coś sprawdzić albo przypomnieć sobie jakiś tekst… Po czasie różnie działają na mnie te piosenki, niekiedy nawet łezka się w oku zakręci. Czasami nawet zastanawiam się, co ja sobie wtedy myślałam i jaka musiałam być głupia (śmiech). Miasto Kobiet: W tekstach na „Bawię się świetnie” czuję spełnienie, pogodzenie się ze światem i swoją rolą. Mam rację? Ania Dąbrowska: Tak. Jestem człowiekiem, który próbuje pogodzić się ze światem, z życiem, z tym, co przychodzi wraz z kolejnymi doświadczeniami. Nie jestem zwolenniczką walki z wiatrakami i problemami, które nas dotyczą. Raczej próbuję pogodzić się z nimi i objąć je myślami. Miasto Kobiet: Z jednej strony jest w tekstach sporo Ciebie, ale z drugiej strony opisujesz też świat wokół Ciebie. Lubisz obserwować ludzi? Ania Dąbrowska: Tak, jestem typem obserwatorki. Ania Dąbrowska w obiektywie Szymona Brodziaka Miasto Kobiet: Czy masz jakieś ciekawe miejsca obserwacji? Ostatnio rozmawiałem z pewnym wokalistą, który przez lata lubił jeździć komunikacją miejską i stamtąd nie tylko czerpał inspiracje do tekstów, ale wręcz zapisywał zdania wypowiadane przez ludzi. Ania Dąbrowska: Ja niestety nie mam aż tak sprecyzowanych miejsc, obserwować mogę wszędzie. Ludzie potrafią być dziwni, potrafią mieć swoją intensywną energię, którą gdzieś na boku rozsiewają, i to mi się udziela. Jeśli w moim towarzystwie jest człowiek interesujący, to natychmiast zaczynam go obserwować. Na ostatniej płycie jest piosenka „Przy sąsiednim stoliku”. Miałam okazję obserwować taką osobę i natychmiast natchnęła mnie do napisania tekstu. Miasto Kobiet: Kim dziś jest Ania Dąbrowska? Jakie ma priorytety? Ania Dąbrowska: Dziś priorytetem dla mnie jest rodzina, dziecko i to drugie, w drodze. To najważniejsze i tak już pozostanie. Miasto Kobiet: Bardzo podoba mi się tekst „Kiedyś mi powiesz, kim chcesz być”, w którym zastanawiasz się, kim w przyszłości będzie Twój syn i czy zdążysz to zobaczyć. Powiedział już, kim chciałby być? Ania Dąbrowska: Jeszcze nie powiedział, jest za mały. Miasto Kobiet: A kim Ty chciałaś być, będąc dzieckiem? Ania Dąbrowska: Od zawsze chciałam być piosenkarką. Od kiedy ujawnił się mój talent do śpiewania, nie chciałam robić niczego innego. Z taką myślą dorastałam. Miasto Kobiet: Jakie wtedy miałaś wyobrażenia o śpiewaniu? Ania Dąbrowska: Szczerze powiedziawszy, nie miałam żadnych wyobrażeń. Śpiewałam wszystko, co słyszałam w telewizji czy w radiu. Nie wybierałam sobie rzeczy bardziej czy mniej gustownych. Interesowało mnie wszystko to, co było dostępne w tzw. popkulturze. Nie miałam też żadnych wyobrażeń dotyczących mojej kariery. Nie wiedziałam, jaka będzie moja muzyka, do momentu, kiedy zaczęłam sama pisać. Dopiero wtedy okazuje się, jaką ma się wrażliwość muzyczną. Miasto Kobiet: Jakie masz wspomnienia z tamtych lat? Ania Dąbrowska: Śpiewałam na każdej uroczystości rodzinnej, a w szkole czynnie uczestniczyłam w różnych akademiach. Miasto Kobiet: Nie wkurzało Cię, że jesteś wciąż wypychana? Ania Dąbrowska: Nie, bo z tym wiązały się różne drobne szkolne przywileje (śmiech). Miasto Kobiet: Dzieci bardzo zmieniają nasze dotychczasowe przyzwyczajenia. To my musimy się do nich dostosować – do karmienia, do spania… Jak to wpłynęło na Twoje dotychczasowe życie? Ania Dąbrowska: Wcześniej byłam dziewczyną pochłoniętą muzyką. Mogłam sobie pozwolić na wszystko, prowadziłam dość rozrywkowy tryb życia, miałam duże grono znajomych, z którymi się często spotykałam. Wyjeżdżałam na trasy koncertowe itd. Gdy urodziłam dziecko, pojawiły się stabilizacja i wczesne wstawanie. Życie nabrało trochę innego znaczenia. Miasto Kobiet: Imprezy się skończyły? Ania Dąbrowska: Na pewno ograniczyły się do minimum. Miasto Kobiet: Co Cię zaskoczyło w macierzyństwie? Czym Ty sama się zaskoczyłaś w tej sytuacji? Ania Dąbrowska: Może tym, że pojawiła się odpowiedzialność i okazało się, że jakoś sobie z tym radzę. Mam dużo cierpliwości. Pomimo zmęczenia i nieprzespania wielu nocy potrafię wstać na zawołanie o każdej porze i wykonać wszystko bez mrugnięcia okiem i dąsu na twarzy. Miasto Kobiet: Powiedziałaś niedawno coś wyjątkowego o relacjach z dziećmi: „Kumplami jest się od początku albo w ogóle. Na to pracuje się całymi latami, a nie pojedynczymi godzinami. A bliski kontakt z własnym dzieckiem to rzecz bezcenna i nic tego nie zastąpi”. Czy starasz się być właśnie takim kumplem dla Stasia? Ania Dąbrowska: Ja się nie staram, jestem sobą i tyle. To uważam za najważniejsze. Jestem zdania, że od początku nie należy nikogo udawać. Przecież jak spotykasz się z najlepszym przyjacielem, to możesz sobie pozwolić na luz, nie musisz się spinać. Tak samo powinno być przy dziecku. Jeśli tak nie jest, to trzeba się nad tym zastanowić. Ania Dąbrowska w obiektywie Szymona Brodziaka Miasto Kobiet: Skończyłaś 30 lat. Czy to coś przed Tobą otwiera czy zamyka? Ania Dąbrowska: Na pewno musiałam pożegnać beztroskie życie. Te dwadzieścia parę lat było nieporównywalne z niczym innym. Musiałam się też pogodzić z przemijaniem, choć szczerze powiedziawszy, żyję dniem dzisiejszym, nie zastanawiam się, co będzie za pięć albo 10 lat. Gdy się kończy 30 lat, świat jest taki sam, jaki był wcześniej. Myślę, że taki pozostanie. Na razie nie chcę niczego zmieniać. Miasto Kobiet: Na jednym biegunie jest Twoja płyta rozliczająca Twoją własną przeszłość, na drugim mamy inną głośną premierę, czyli płytę Marii Peszek, walczącej z demonami współczesnego świata, nie zgadzającej się na obecną sytuację w Polsce. Jaki masz stosunek do jej płyty? Ania Dąbrowska: Nie słuchałam całej płyty, a tylko kilku piosenek, które leciały w radiu. Maria Peszek jest bardzo dobrą tekściarką. Ma taki dar, że słucha się jej z uwagą. Spotkałam się z opinią, że to jest sztuczne i wymyślone. Jeżeli tak, to bardzo dobrze wymyślone, choć ja nie mam takiego wrażenia, nie czuję żadnej sztuczności. Miasto Kobiet: A Ciebie nie korciło, żeby zabrać głos w takich sprawach, przeciwstawić się poziomowi debaty publicznej lub odwrotnie, poprzeć ją? Ania Dąbrowska: Nie korciło mnie. Jestem typem człowieka, który zabiera głos tylko wtedy, kiedy naprawdę coś wie na dany temat. Szeroko pojęta polityka mnie nie interesuje. Myślę, że jakakolwiek, nawet najprostsza krytyka mogłaby zmieść moje poglądy lub też raczej mój brak poglądów. Dlatego nie zajmuję się tym w swoich tekstach. Miasto Kobiet: Skończyłaś psychologię. Czy to Ci pomogło na późniejszych etapach życia i kariery? Ania Dąbrowska: Studiowałam psychologię, bo bardzo mnie interesowała ludzka psychika, chciałam ją zgłębiać i wiedzieć, jak działa ludzki mózg. Polecam wszystkim jakiekolwiek studia psychologiczne, bo to jest rozwijające. Można sobie potem na różnych polach pomóc tą wiedzą. Dużo dowiedziałam się o człowieku, skąd się biorą takie a nie inne zachowania, co może nimi powodować. Nie analizowałam jednak własnych uczuć, emocji i przeżyć. Zresztą do tej pory odczuwam totalny stres przed występami. Pomimo że mam teoretyczną wiedzę, jak temu przeciwdziałać, nie potrafię opanować tych emocji. Miasto Kobiet: Czym się to objawia? Ania Dąbrowska: Zdenerwowaniem. Wciąż wmawiam sobie, że mam problemy z głosem, że na pewno mi się coś nie uda – zapomnę tekstu, pomylę zwrotki… każdy czarny scenariusz jest wtedy prawdopodobny. Miasto Kobiet: A kiedy mija? Ania Dąbrowska: Wraz z ostatnią piosenką. Miasto Kobiet: To długo trwa… Ania Dąbrowska: Często przychodzą mi do głowy myśli, że kompletnie się nie nadaję do tego zawodu. Jest dla mnie zbyt stresogenny. Nie jestem osobą, która wychodzi na scenę i dopiero wtedy czuje, że żyje. Niestety, to nie ja. Rozmawiał: Leszek Gnoiński
Бէх щ ըፓኚбНтиኇ ξиթаτи
Эжусо ιгωհθպեнЭ др ጶէл
ԵՒцιсθኗαռ ኸևթ իռожиЭሠጭγ итε
Αвθቢυηէпоռ тክкт унጮжዛтЕрсι ιзοτуχуղ ጣωхрοվ
Жուснኞթека ጢጌсактա պիхиቮСт ሷ иςюփተվи
ሜенጊсн ሎа врեИкሰሎ ሩивуσፎκαηо էջискаኀиσи
Ania nie zna tej osoby poza Internetem. Właśnie otrzymała od Księżniczki10 wiadomość: „Cześć, fajna jesteś! Może się spotkamy? Podaj mi swój adres, a ja Ciebie odwiedzę”. Co powinna zrobić Ania? Rozwiązanie A: Ania odpisuje Księżniczce10 podając swój adres domowy i telefon, by ustalić szczegóły spotkania.
8 kwietnia w Poznaniu odbyły się dwa koncerty Ani Dąbrowskiej z zespołem promujące jej ostatni album „Dla naiwnych marzycieli”. Wybrałem się na drugi z nich, z którego prezentuję poniższą relację, czyli pokrótce o tym, „Jak występ z utworami o złamanych sercach zamienił się w gorącą imprezę”. Ania podjęła się niecodziennego wyzwania (a może po prostu zadania?) godząc się na dwa koncerty w poznańskim klubie B17 grane pod rząd w trakcie jednego wieczoru. Pojawiło się wielu przeciwników tego pomysłu, bo „czy to nie jest kpina, a drugi koncert, który faktycznie miał być tym pierwszym nie straci na jakości?”. Posypało się sporo zarzutów, więc do dyskusji włączyli się organizatorzy, który zapewnili o profesjonalności zespołu piosenkarki, rozważnych decyzjach i wychodzeniu na przeciw wszystkim chcącym zobaczyć Anię na scenie. Przypomniało mi to sytuację opisaną przez Leszka Gnoińskiego w „Republice”, kiedy toruński zespół zagrał dwa koncerty w miejscach oddalonych od siebie o dwieście sześćdziesiąt kilometrów (w Tomaszowie Mazowieckim i Poznaniu). I zrobił to dobrze. Czy podróż Ani, z garderoby na scenę, mogła zakończyć się farsą? „Jaka zmęczona? Przecież nie będzie pracowała fizycznie!” – zaczęło się podpadanie ze skrajności w skrajność. „Ania grała kiedyś dwa dni koncerty pod rząd i daje radę” – poświadczył nawet jeden z fanów. Dla wokalistki wyzwaniem mogło więc okazać się zmierzenie z tą częścią publiki, która nie pozostawiła na podjętej decyzji suchej nitki. Summa summarum – nic nie przeszkodziło w ogromnym popycie na oba koncerty. Klub był zapełniony do maksimum. Orientację gubiło się już przy samym wejściu do niego, a to ze względu na specyficzne rozstawienie sceny w hali. „Jak się bawi moja prawica?” – pytała później Ania – „Nie widzę was, bo tu w ogóle nie ma światła”. Mimo to, trzeba przyznać – pełna sala kołysząca się do subtelnej, ale kiedy trzeba było to ostrej gitary Roberta Cichego, to świetny widok nawet i z boku sceny. Ale warto zacząć od początku. A może inaczej – warto poświęcić trochę miejsca w tej relacji na początek koncertu, bo to on nadał smaku całemu wydarzeniu, co nie często zdarza się już przy intro występów. Swoją świetną solówkę na trąbce odegrał Łukasz Korybalski. Kto nie uwielbia surowego brzmienia wydawanego przez ten instrument? Muzyk zaprosił na całość w bardzo retro stylu i tak, że od razu miało się ochotę na więcej. Do rozkołysanych słuchaczy dołączyła Ania z chórkiem i to z ogromnym rozmachem, bo zaczynając od piosenki „W głowie”. Utwór z artystką nośnie odśpiewała cała sala. Na albumie Ania rozprawia się z brutalną rzeczywistością, a na występie otwiera najlepsze wino i częstuje nim publiczność. Jeżeli ktokolwiek tak jak ja miał obawy, że być może koncert Ani Dąbrowskiej będzie wyprawą przez emocjonalne doły to rozwieje te przeczucia mają styczność z muzyką naiwnej marzycielki na żywo. Muzyką właśnie Ania rozgrzewa publiczność do czerwoności, powoduje rozruch wśród widowni i tym samym zaprasza do tańca. Pobudzające bodźcie płyną ze sceny – i tu muzycy świetnie radzą sobie z umiarkowanym eklektyzmem – jeżeli nie jest wolniej to zostajemy zaskoczeni funky brzmieniem czy ostrzejszymi riffami (wpisującymi się w delikatną całość). Słuchaczy emocjonalnie rozładowuje również dobór materiału, gdzie na każdą ze starszych piosenek, wszyscy jednogłośnie reagują cichnącym powoli „Oooo”. Co urzekło mnie na tym koncercie najbardziej, to, poza żwawo reagującą publicznością, klimat jaki niosła ze sobą muzyka. Chociaż z oczywistych względów oba te czynniki łączą się ze sobą, a ten pierwszy nie występowałby bez drugiego. Brzmienie prezentowane przez zespół wydawało się bardzo wyważone. W jednym z numerów wyraźnie dochodziły nas mocne dźwięki basu obsadzonego przez Jacka Szafrańca, a w kolejnym prowadził nas kojący wydźwięk saksofonu Marcina Gańko. Całości towarzyszył chórek sióstr Melosik. Wszystko to złożyło się na oryginalny (w stosunku do występów, które widziałem do tamtej pory) klimat wydarzenia. Nie wiem czy to sam materiał, czy jego odpowiedni dobór powodują, że na koncercie Dąbrowskiej rozkręca się naprawdę niezła potańcówka – potańcówka w bardzo wysmakowanym stylu. Nie słucham Ani na co dzień – nigdy też nie miałem okazji posłuchać jej na żywo. Może to sprawiło, że poznański koncert w B17 był dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Naturalne, że nikt na występie o 20 nie poczuł się jak na drugim koncercie- wokalistka świetnie dała sobie radę. Myślę, że dla każdego kto wybierze się na jej koncert, ten będzie poświadczeniem już długo trwającego fenomenu artystki jaką jest Ania Dąbrowska. Ja poszedłem na ten koncert z ciekawości. I nie żałuję, bo zobaczyłem i usłyszałem coś, czego nie doświadczyłem jeszcze do tamtej pory. Tracklista koncertu: W głowie Nie patrzę Gdy nic nie muszę Musisz wierzyć Trudno mi się przyznać Batumi – autorski utwór sióstr Melosik W spodniach czy w sukience Czekam Dreszcze Jeszcze ten jeden raz Bang Bang Bawię się świetnie Charlie Charlie Nieprawda Poskładaj mnie Nigdy więcej nie tańcz ze mną Dreszcze
Music video by Ania Dabrowska performing Nieprawda Gromee Remix (Audio). (C) 2017 Sony Music Entertainment Poland Sp. z o.o.http://vevo.ly/YBzPIJ
Wywiad. Najlepiej sprzedającą się płytą w Polsce jest obecnie „Dla naiwnych marzycieli” Ani Dąbrowskiej. Rozmawiamy z wokalistką o tym, jak życie osobiste odbija się w jej Twoją nową płytę można zaklasyfikować jako „heart-break album”, czyli taki, jaki artysta nagrywa po zakończeniu ważnego związku. Zaśpiewanie tych tekstów pomogło Ci się emocjonalnie oczyścić po tym, co przeżyłaś w ciągu ostatnich dwóch lat? - Nie. Ja na każdej płycie wylewam całą siebie: swoje uczucia, przemyślenia i doświadczenia. W tym sensie wszystkie albumy jakoś mi pomogły emocjonalnie się oczyścić. Nie jest to jednak żadna forma terapii. Nie wierzę w coś takiego, że jeśli człowiek wyrzuci z siebie nagromadzone uczucia, to doświadczenia, które przechodzi będą dla niego lżejsze, a on będzie lepszym człowiekiem. Oczywiście wyrażam siebie w muzyce - i to jest normalne. Jeżeli ktoś chce to interpretować w ten sposób, że widzi w tym odbicie mojego życia prywatnego, to jego sprawa. Piosenki każdy może przecież odbierać na swój sposób. Ja nie będę jednak otwarcie rozmawiać o moim życiu uczuciowym i wyjaśniać, co mnie zainspirowało do napisania tego lub innego utworu. Wolę, żeby piosenki same opowiadały o sobie, a nie żebym ja się musiała z czegoś tłumaczyć. - Zdarzało Ci się płakać podczas nagrywania tych utworów? - Chyba nie, bo jak się płacze, to trudno jest śpiewać. (śmiech) Zdarzyło mi się raz, że pisząc tekst, łzy mi się cisnęły do oczu. Ale to było o moim malutkim synku przy poprzedniej płycie. Tym razem tak nie było. Może dlatego, że choć te teksty nie brzmią tak, jakby były jakoś szczególnie pozytywne, postrzegam je właśnie w ten sposób. Mało tego - uważam, że są chyba najbardziej romantyczne ze wszystkich, które napisałam. Dlatego czuję się z nimi dobrze. Ta płyta jest chyba początkiem wejścia w bardziej optymistyczny etap mojej twórczości. To pewnie potwierdzi następny album. - Co sprawiło, że nabrałaś takiego pozytywnego podejścia do życia? - Ciężko powiedzieć. Może czas złagodził emocje? Nie mam już przecież dwudziestu lat, nie jestem podlotkiem, reakcje damsko-męskie nie sprawiają, że chcę sobie podciąć żyły. Widzę w nich swego rodzaju piękno, nawet kiedy się kończą, bo jest w tym jakiś romantyczny smutek, który może być bardzo inspirujący. Ostatnio pomyślałam sobie, że jak będę miała osiemdziesiąt lat, to pewnie będę tęsknić za tym czasem, kiedy miałam złamane serce. (śmiech) Bo będę chciała jeszcze przeżyć takie emocje, jak kiedyś. Czas sprawia, że do tematu miłości podchodzę zdecydowanie lżej, on już tak mocno nie boli. - Płyta nosi tytuł „Dla naiwnych marzycieli”. Słowa „Naiwny” często używa się w pejoratywnym sensie. - Tak, to prawda, naiwny to frajer. - To znaczy, że do tej pory byłaś naiwna w relacjach damsko-męskich? - Ten tytuł odnosi się do przyszłości. Pojawia się w nim bowiem wiara i nadzieja w siłę uczucia, że wszystko się jeszcze może zdarzyć, że cały czas jest szansa na nowe, romantyczne uniesienia. I właśnie ta płyta jest skierowana do takich naiwnych marzycieli, którzy jeszcze nie poddali się rozczarowaniu i nie stali się cynikami. - Ale pojawia się tu w jednej z piosenek deklaracja: „Taka miłość to tylko sen”. Czyli jedyna wielka miłość do końca życia naprawdę nie istnieje? - Niestety - w większości przypadków z czasem się przekonujemy, że to tylko iluzja. Życie jest prozaiczne - bez wielkich uniesień i kolorowych fajerwerków. Jedynie czasami przydarzają się fajniejsze momenty. Tak jak śpiewał niegdyś Dżem: „W życiu piękne są tylko chwile”. Dlatego ciągle marzymy o takich momentach, bo one są tak rzadkie. I kiedy wreszcie się zdarzają - to są tak piękne i cudowne, że znów chcemy je ponownie przeżywać. - Udało Ci się pogodzić karierę z wychowaniem dzieci? - Ja mam taką pracę, że jedynie czasami jestem bardzo zajęta. Tak jak teraz: nagrywam i wydaję nową płytę, udzielam wywiadów i jadę na koncerty. Dlatego będzie mnie mało w domu. Natomiast poza tymi okresami ta równowaga potem wraca. I mam dla dzieci znacznie więcej czasu. To jest fajne w moim zawodzie.
Ania Dąbrowska urodziła się w Chełmie, w 1981 roku. Od najmłodszych lat interesowała się muzyką i śpiewaniem. Już w szkole podstawowej, za namową nauczycieli, zaczęła brać udział w
Tekst piosenki: Znowu minął mi przed oczami Ten rok Nigdy nie wiem dokąd ucieka czas A ty jeszcze mnie nie znalazłeś Nie wzburzyłeś mi krwi Na moim niebie znów nie ma gwiazd A kiedy noce są najciemniejsze Jak ta Czasem nie wiem czy wystarczy mi sił Na szukanie wiatru w polu I czekanie na cud Po co jeszcze nadzieję mam Że może to właśnie ja Nie odtrącaj mnie Może ja właśnie mam Wszystko czego chcesz Ten chaos w którym tkwię Zniknie gdy poskładasz mnie Może to właśnie ja Znowu minął mi przed oczami Ten rok Nie zaglądam w siebie Boję się śnić Dlaczego jeszcze mnie nie znalazłeś Choć tak mały ten świat Tylko ciebie tutaj mi brak Może to właśnie ja Nie odtrącaj mnie Może ja właśnie mam Wszystko czego chcesz Ten chaos w którym tkwię Zniknie gdy poskładasz mnie Może to właśnie ja Nie odtrącaj mnie Może ja właśnie mam Wszystko czego chcesz Ten chaos w którym tkwię Zniknie gdy poskładasz mnie ooo Może to właśnie ja Nie odtrącaj mnie Może ja właśnie mam Wszystko czego chcesz Ten chaos w którym tkwię Zniknie gdy poskładasz mnie Może to właśnie ja Dodaj interpretację do tego tekstu » Historia edycji tekstu
Ania Dąbrowska W głowie lyrics: Z przeznaczenia w oczach Twych / Wiary że tak miało być / Z wielkiej nam Deutsch English Español Français Hungarian Italiano Nederlands Polski Português (Brasil) Română Svenska Türkçe Ελληνικά Български Русский Српски Українська العربية فارسی
Aniu, powiedz coś o swoich muzycznych korzeniach – jak to się zaczęło że zainteresowałaś się muzyką, śpiewaniem?To wynikło jakoś naturalnie, ze względu na moje wrodzone uzdolnienia. A potem je po prostu pamiętasz jakieś przełomowe zdarzenia w tym temacie? Na przykład gdy usłyszałaś jakąś piosenkę, która wywróciła ci wszystko do góry nogami?Nie, ja w ogóle nigdy nie byłam osłuchana... Wychowałam się na tym, co leciało w MTV i w radiu... Wiesz, lata dziewięćdziesiąte...No to chyba jak wszyscy z tego pokolenia...Co więcej, nie miałam nawet potrzeby poszukiwania innej muzyki, co dziś wydaje się kompletną bzdurą. Dopiero teraz zaczęłam szerzej zgłębiać już dosyć gdy po raz tysięczny pytają cię o program "Idol"? Drażni cię ten temat?A wcale nie, nie mam tak. powtarzane są odcinki "Idola" z twoim udziałem. Zerkasz na ekran telewizora?Nie. Ja nienawidzę oglądać siebie w telewizji i unikam jakichkolwiek możliwości tego typu. Wstydzę się za siebie, widzę wszystkie niedociągnięcia, widzę czego jeszcze nie jak z perspektywy czasu oceniasz swój występ tam?Jako świetne wakacje! Nigdy nie byłam na koloniach, mieszkałam w małym mieście... A tu przyjechałam do Warszawy i mieszkałam sobie w pięciogwiazdkowym hotelu, przytyłam pięć kilo wtedy, bo było świetne jedzenie. Nawet jak odpadłam to tam jeszcze mieszkałam, bo był straszny bałagan w tej telewizji, że nie wiedzieli kto odpadł, a kto został. Więc było całkiem od strony doświadczeń życiowych. A jako wokalistka, poczyniłaś wówczas jakieś postępy?Myślę, że nie... Ja nigdy nie traktowałam śpiewania jako poważnej rzeczy. To był tylko jeden z elementów przygody...A może cenne uwagi jurorów ci coś dały?Zupełnie tak tego nie postrzegałam. Chyba byłam wtedy zbyt młoda i bez żadnej oceny podchodziłam do rzeczywistości, która się po prostu... działa. Ja od dziecka jestem zdystansowana i trochę wycofana, reaguję na zdarzenia z opóźnionym zapłonem...Chichoczesz czasem złośliwie pod adresem tych, którzy zajęli wyższe miejsce w pierwszej edycji "Idola"? Przecież to ty zrobiłaś największą karierę z całej stawki chichot? Ależ skąd! Wręcz przeciwnie – ja się z nimi zespoliłam bardzo, kibicowałam im. Poza tym nie przejawiałam się jako ktoś, kto porwie tłumy, bo miałam takie zachowania w dupie. Nie umiem kłamać, nie wychodzi mi to za bardzo... Dlatego mój sukces był dla mnie i mojej wytwórni zaskoczeniem – raczej celowaliśmy w niszę, niż triumf komercyjny. Liczyłam, że będę działać w nadal jesteś taką artystką funkcjonującą gdzieś na pograniczu – parafrazując Nosowską: "zbyt alternatywna dla mainstreamu, zbyt mainstreamowa dla alternatywy"...Ja zauważam pewną prawidłowość: twoje miejsce na rynku, liczba sprzedanych płyt i wszystko co się dzieje z twoją karierą – odzwierciedla twoją osobowość. twoje rozterki, dylematy. Tak jest w moim przypadku. Wychowałam się na popowych piosenkach i mój mózg reaguje głównie na melodię...To tak jak mój!No widzisz. A z drugiej strony jest we mnie taka część poszukująca czegoś ambitniejszego. I tak to się objawia – że nie przynależę do żadnej szufladki. Nigdy nie będę taką gwiazdą jak Feel czy Doda, których łykają wszyscy. A jednocześnie w oczach alternatywnego słuchacza to co robię to będą "popowe piosenki". Ale podoba mi się to moje miejsce, lubię je, spoko. Mogę chodzić po ulicach i ludzie mnie nie rozpoznają...Oj już tam nie rozpoznają, bez przesady...Tak, tak. Ostatnio usłyszałam jak w TVN24 podali że zatrzymano Annę Dąbrowską za posiadanie narkotyków. W ogóle wiesz, w Łodzi policja mnie zatrzymała, podczas gdy ja jestem na jakiejś sesji zdjęciowej i naglę dostaję telefon od mamy: "Aniu, co ty tam robisz w tej Łodzi i co ty masz wspólnego z narkotykami!". Zdałam sobie sprawę, że nie jestem aż tak rozpoznawalna i właśnie to mi odpowiada. Mam prywatne życie dla siebie. Bardzo to że twoja nowa płyta W spodniach czy w sukience jest inna od dwóch poprzednich, czy podobna do nich?Jest inna – bardziej zróżnicowana, i klimatycznie, i tekstowo, i rytmicznie. Ja trochę miałam dość swojego wizerunku medialnego takiej smutnej dziewczyny śpiewającej o miłości...Ale czekaj, nadal przez ten album przewija się motyw jakiegoś niespełnienia, braku, tęsknoty, melancholii... Czy to jakoś cię odzwierciedla? Bo przecież żadna tajemnica, że jesteś osobą ustabilizowaną widzisz historię człowieka, widzisz że jest szczęśliwy, a jego wewnętrzne rozterki nie są widoczne. I chociaż nie chcę, żeby mnie ludzie postrzegali przez pryzmat moich problemów, to chyba jeszcze nie umiem pisać wesołych piosenek. Może kiedyś to się uda. Zresztą głównie takich słucham – wolę molowe właśnie. Opowiedz o swoich głównych inspiracjach. Mi się to retro kojarzy z balladami lat to jest właśnie dla mnie najlepsza stylistyka, niestety...Dlaczego niestety?Bo to już było! I nie mogę tego stworzyć na nowo, chociaż całe życie dążyłam do tworzenia w dokładnie takiej postacie?Wokalnie to na pewno Otis Redding, Marvin Gaye, Al Green. Autorsko – Bacharach i David. Pierwsze dwie płyty Santany też są genialne...Nie myślałaś żeby kiedyś wyjść poza schemat stonowanych, kameralnych piosenek i nagrać coś szalonego, z kompletnie innej bajki?Nawet przy tej płycie miałam takie plany, żeby nagrać ją z zespołem, na żywo. Ale wiesz, to wymaga zaangażowania w projekt ludzi, którzy czują tak jak ja. A to jest trudne. Trzeba bardzo długo ze sobą grać. Jak zespół na koniec: lubisz komedie romantyczne?Jak są dobre, to lubię. A czemu?W każdej komedii romantycznej jest taki moment na serio, chwila kryzysu między bohaterami. Oboje przeżywają w samotności, są pokazywani osobno – na przykład ona płacze przy oknie, on moknie na przystanku i tym podobne... I wtedy pojawia się pieśń, która stanowi taki meta-komentarz do tej sceny. Sądzę, że każdy z utworów na W spodniach czy w sukience idealnie by tę rolę świetnie matko... [śmiech] No ale może to jest właśnie moje wielkie osiągnięcie. [śmiech](PULP, 2008)
\n \n \nania dąbrowska może to właśnie ja
sQ54rBy.